Krzywe Koło w Fundacji Gierowskiego II

Tagi

, , ,

por. galeria Krzywe Koło w Fundacji Gierowskiego I

Konfrontacje i Argumenty. Sztuka nowoczesna według założeń Galerii Krzywe Koło, widok wystawy / exhibition view, Fundacja Stefana Gierowskiego, Warszawa / Warsaw, foto: artdone

Konfrontacje i Argumenty. Sztuka nowoczesna według założeń Galerii Krzywe Koło – 20.03.2021-20.06.2021 przesunięta / postponed 04.05.2021-20.06.2021 – Fundacja Stefana Gierowskiego, Warszawa / Warsaw

Cristóbal Balenciaga i malarstwo hiszpańskie II

Tagi

, , , , , , , , ,

por. galeria Cristóbal Balenciaga i malarstwo hiszpańskie IBalenciaga y la pintura española / Balenciaga and Spanish Painting, widok wystawy / exhibition view, Museo Thyssen-Bornemisza, Madryt / Madrid

Balenciaga y la pintura española / Balenciaga and Spanish Painting – 18.06.2019-22.09.2019 – Museo Thyssen-Bornemisza, Madryt / Madrid

Kolekcja ERGO Hestii w MNW

Tagi

,

por. galeria Malarstwo holenderskie i flamandzkie z kolekcji ERGO Hestii oraz MNW I, galeria Malarstwo holenderskie i flamandzkie z kolekcji ERGO Hestii oraz MNW II, galeria Malarstwo holenderskie i flamandzkie z kolekcji ERGO Hestii oraz MNW III oraz tekst Różne spojrzenia. Wystawa na stronie Otulina prowadzonej przez kuratorkę wystawy Aleksandrę Janiszewską / english version available Different Perspectives. An exhibition

Różne spojrzenia. Malarstwo holenderskie i flamandzkie z Kolekcji ERGO Hestii / Different Perspectives. Dutch and Flemish Painting from the ERGO Hestia Collection, widok wystawy / exhibition view, Muzeum Narodowe w Warszawie, Warszawa / Warsaw, foto: artdone

Różne spojrzenia. Malarstwo holenderskie i flamandzkie z Kolekcji ERGO Hestii / Different Perspectives. Dutch and Flemish Painting from the ERGO Hestia Collection – 07.05.2021-25.07.2021 – Muzeum Narodowe w Warszawie, Warszawa / Warsaw

Szum kontra artdone

Tagi

, , ,

por. post Na sztandarach młodzi artyści i artystki, galeria Dwa finały konkursu APH w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie I oraz galeria Dwa finały konkursu APH w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie II

Wystawa finałowa 19. i 20. konkursu Artystyczna Podróż Hestii, widok wystawy / exhibition view, Muzeum nad Wisłą, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (MSN), Warszawa / Warsaw, foto: artdone

Na barykady pod sztandarami

Przykro mi pisać ten tekst, choć powód może wydawać się pozytywny. W ostatnim tekście magazynu Szum zostałem kilkanaście razy wymieniony z nazwiska i wielokrotnie zacytowany (por. „To był bardzo trudny czas”. Artystyczna Podróż Hestii jako symptom kryzysu mecenatu korporacyjnego). Cytaty pochodzą z mojego poprzedniego tekstu, w którym próbowałem przeciwstawić się krytyce jaka spotkała konkurs organizowany przez fundację Artystyczna Podróż Hestii (por. post Na sztandarach młodzi artyści i artystki). Przykro mi ponieważ żyjemy w rzeczywistości, która nie napawa optymizmem. Wiele spraw wymaga działania, protesty są na porządku dziennym, coraz więcej pojawia się zagrożeń. Jedną z największych bolączek naszej współczesności jest tworzenie przez środki masowego przekazu, przy udziale mediów społecznościowych, alternatywnych rzeczywistości. Służy temu rozprzestrzenianie się fake newsów, manipulowanie wypowiedziami. W efekcie dostajemy zafałszowany obraz świata, który został przez kogoś przygotowany. Rzetelność dziennikarska, wiarygodność mediów jest coraz bardziej wątpliwa. Dlatego tak ważnym jest, aby mieć prawo głosu i aby przeciwstawiać się takim praktykom. Dialog i dyskusja zostają zastąpione przez tworzenie podziałów i wzajemne antagonizowanie stron. W poprzednim tekście odnosiłem się przede wszystkim do wpisu Karoliny Plinty, zastępczyni redaktora naczelnego magazynu Szum, z jej prywatnego profilu na Facebooku. Tym razem powodem mojego tekstu jest długi artykuł, który zamieszczony został przez samo czasopismo. Smuci mnie nie tylko jego treść, ale chyba przede wszystkim poziom manipulacji faktami, który ma tam miejsce. Również w odniesieniu do mojego tekstu wielokrotnie tam przywoływanego. Przykre to wszystko, ponieważ nagle znalazłem się na linii frontu, na wojnie, a przecież rzecz dotyczy sztuki. W jednym okopie zostałem umieszczony z Jackiem Sosnowskim, który w swoim wpisie na Facebooku również bronił przed zarzutami Artystyczną Podróż Hestii. W jednym z komentarzy tak to uzasadniał: „Dlatego też osobiście angażuję się w tę dyskusję, bo wiem jak wielkie szkody zostały już wyrządzone takim brzdąkaniem. Nie jest ważna wyłącznie treść ale też forma. Można było powiedzieć „mam uwagi” a powiedziano „wypierdalać”.” Przykrym jest, że to „brzdąkanie” odbywa się na najniższym poziomie, w postaci wpisów i komentarzy internetowych, a szkody już są ogromne. Ale jeszcze gorszym jest, że obecnie w tej batalii mamy do czynienia z artykułem Szumu, który nie tylko nie podnosi poziomu dyskusji, ale stosuje zabiegi, które nie powinny być stosowane przez żadne szanujące się czasopismo. A jest to czasopismo poświęcone kulturze i sztuce.

Szum, konflikt, kryzys

Jaki jest obraz sytuacji stworzony w artykule magazynu Szum? Dobrze go oddaje pierwszy śródtytuł: „Konkurs, konflikt, kryzys”. Osią artykułu jest „konflikt na linii organizatorzy-osoby uczestniczące”, który „stopniowo narastał”. Jego wynikiem jest totalny kryzys imprezy w rzeczywistości wykreowanej przez czasopismo. Nawet kolejne etapy tego konfliktu zostają wymienione. Szum przedstawia nam dość spójną narrację, na ile słuszną za chwilę się zastanowimy. Na początku czytamy „była to jedna z najlepszych edycji tego konkursu, pełna interesujących postaw twórczych”. Tak samo na początku swojego wpisu ujęła to Karolina Plina: „19. i 20. edycja konkursu Artystyczna Podróż Hestii faktycznie wydają się należeć do najlepszych”. Tutaj budzi się nasza wątpliwość, skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Odpowiedź jest jasna, na wysokim poziomie są prace samych uczestników, ale nie konkurs, który je wskazuje. Celem konkursu jest wyłonienie ciekawych artystów i tak się właśnie dzieje – według zgodnej opinii Szumu i jego wice-naczelnej. Co jest w związku z tym nie tak? Punktem zwrotnym miał być dzień ogłoszenia zwycięzców na ostatniej gali finałowej w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Jeden z członków jury – mało zrozumiale, o czym już pisałem – mówił o potencjalnym końcu konkursu. Najważniejsze jednak według Szumu były kuluarowe wypowiedzi uczestników i uczestniczek. Dzień później ukazuje się wpis Karoliny Pliny, który magazyn określa mianem najgłośniejszej wypowiedzi oraz pisze o dosadnych słowach swojej pracownicy. „Chujanie artystów/ek”, „brandzlowanie jubileuszem” (brandzlować = onanizować się), „chowanie kasy do kieszeni”, „pokazywanie środkowego palca artystom przez Hestię”. W mojej ocenie jest to zbiór wulgaryzmów i brak kultury, dodatkowo wzmocniony bezpodstawnymi oskarżeniami, które mogą wyrządzić (i wyrządziły) nieodwracalne szkody wizerunkowe organizatorowi konkursu. Dla Szumu są to „dosadne słowa”. Dla tych mniej wprowadzonych w temat tylko przypomnę, że pod tym wpisem rozpętała się burza, a właściwie nagonka na konkurs i jego organizatorów. Jak to w internecie. W dalszej części artykułu Szumu czytamy „obaj autorzy [ja i Jacek Sosnowski] konsekwentnie przedstawiali wpis Plinty jako oficjalne stanowisko redakcji Szumu”. I teraz zaczyna się już robić bardzo nieprzyjemnie i smutno. Tekst Szumu nie tylko manipuluje faktami oraz kreuje swoją wizję rzeczywistości. W tym tekście spotykamy po prostu nie prawdę i to nie ten jedyny raz. Czekam na informację, w którym miejscu chociaż raz napisałem, że wpis Plinty jest oficjalnym stanowiskiem Szumu. Musiałem to robić wielokrotnie ponieważ tak rozumiem słowo „konsekwentnie”. Szum zarzeka się, że publiczna wypowiedź Plinty nie jest jego stanowiskiem. Ale pisze też, że zamiast oficjalnego oświadczenia APH, prezeska fundacji zabierała głos w mediach społecznościowych (pod swoim nazwiskiem, z własnego profilu) i powołuje się na jej wypowiedź. To ja już się zgubiłem, czy wypowiedzi z prywatnego profilu mają coś wspólnego z instytucją, dla której się pracuje, czy jednak nie? Wróćmy do obrazu sytuacji, który kreuje magazyn. Wpis Pliny oraz tekst Szumu ma być wyłącznie reakcją na „ruch inicjujący zmiany pochodzący od dołu – od artystów i artystek”, tak jak to miało miejsce w przypadku kontrowersji związanych z innymi konkursami. Duża część tekstu Szumu to wypowiedzi samych artystów i artystek, czym zajmiemy się za chwilę. Jak mantra powracają dwie sytuacje – zrzutka jednego z uczestników na transport pracy konkursowej oraz zezłomowanie pracy przez inną uczestniczkę, również ze względu na brak środków na jej transport. Zdjęcie resztek jej dzieła na wysypisku śmieci jest główną ilustracją całego tekstu. Czy Wam się serce nie kraje patrząc na nie? Piszę to bez złośliwości. Jesteśmy przyzwyczajeni, do tego, że dziełu sztuki należny jest szacunek, że powinno trwać w odpowiednich warunkach. W tym przypadku kto zawinił? Artystka? Ktoś inny musi być za to odpowiedzialny. Szum osiąga zamierzony efekt, z troską pochylamy się nad losem młodych artystów. Historia zezłomowanej pracy jest też kanwą artykułu Gazety Wyborczej, który ukazał się wczoraj (21.07.2021). Na szczęście jest on bardziej wyważony niż tekst Szumu, choć nie jest przypadkiem, że skupia się właśnie na tej historii. Czy Szum nie mógł zilustrować artykułu zdjęciem z ostatniej wystawy finałowej, której ekspozycja zebrała prawie same pochwały? To by przypomniało, że 30 młodych artystów zaistniało w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Lepsze jest jednak zdjęcie zniszczonej pracy. Kreowana przez Szum wizja wydaje się bardzo zideologizowana, nie pisze tego w formie zarzutu. Bardziej martwi mnie, w jaki sposób ustawiona została linia konfliktu, promowanego przez pismo oraz w jaki sposób zostali scharakteryzowani jego uczestnicy. Z jednej strony uczestnicy konkursu to „w większości osoby niezamożne, które sytuacja pandemiczna pozbawiła jakiejkolwiek stabilności finansowej; dla których wycieczka do Warszawy i z powrotem jest poważnym wydatkiem”. Z drugiej strony mamy potężny, prywatny koncern ubezpieczeniowy, o którym „Dziennik Gazeta Prawna” (cytowany przez Szum) pisze „mimo pandemii COVID-19, ubiegły rok był udany dla ERGO Hestii. (…) zysk zwiększył się o ponad 30 mln zł, do ponad 317 mln zł”. Przy takim zestawieniu i przy tych oszałamiających kwotach wniosek jest oczywisty – jakżeż można nie zapłacić za podróż artyście na wystawę konkursową? Albo za transport jego/jej pracy? Szum cały czas nie przyjmuje do wiadomości, że firma prywatna nie ma w swoich celach finasowania artystów, że może robić ze swoimi pieniędzmi, co jej się żywnie podoba. Czy ja tutaj bronię ERGO Hestię, czy mam w tym interes? Nie mam żadnego. Bronię logiki i zasad racjonalności. Redakcja Szumu ma jednak z jakiegoś źródła informacje, że moje stanowisko podzielane jest przez kierownictwo fundacji APH. Chętnie poznam źródło tej informacji. Ale zaraz, w innym miejscu pada stwierdzenie, że „APH nie wydała żadnego oficjalnego komunikatu”. To znowu się zgubiłem. Dla jasności tylko napiszę, że oba moje teksty są moją własną inicjatywą, samodzielnie je napisałem i nie otrzymałem za to żadnego wynagrodzenia. W odróżnieniu od piszących w Szumie, którzy dostają swoje pensje od Fundacji Kultura Miejsca przy Wydziale Zarządzania Kulturą Wizualną Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Szum wypomina, że obaj z Jackiem Sosnowskim „akcentowaliśmy związek wydawcy Szumu z Akademią Sztuk Pięknych w Warszawie”. Może robiliśmy to nie bez powodu? Prywatna firma jest w sposób bezpardonowy atakowana przez przybudówkę publicznej uczelni wyższej, która narzuca jej w jaki sposób ma dysponować swoimi środkami. Coś tutaj jest postawione na głowie, a na pewno brak w tym logiki. Szum doskonale potrafi grać na emocjach czytelnika. Przecież nasza sympatia nie może być po stronie wielkiej, bogatej korporacji (nawet jeżeli racja jest po jej stronie), solidaryzujemy się z rozpoczynającymi swoją karierę artystami i artystkami, którym ta korporacja „pokazała środkowy palec”. A nie przepraszam, tego sformułowania nie mogę użyć, bo to z prywatnego profilu zastępczyni redaktora naczelnego. W tekście Szumu jest mowa o stawianiu ultimatum „wobec faktycznej niezamożności najmłodszych artystów i artystek” i to ma ukazywać „z całą mocą asymetrię zależności pomiędzy sztuką a biznesem”. Bezwzględne korpo – wyzyskiwany artysta. Do tego można sprowadzić rysowany nam przez Szum obraz. Ale ja cały czas nie mogę dojść, kiedy ta ERGO Hestia pokazała uczestnikom swojego konkursu ten środkowy palec? No nijak tego nie potrafię wymyślić.  

artdone, czyli 13 x Głowacki

Cały akapit tekstu Szumu poświęcony jest mojej skromnej osobie i wypełniony cytatami z mojego tekstu. Ale to nie koniec, dalej też ich nie brakuje, a moje nazwisko pada 13 razy. Jakże bym chciał mieć taką promocję w związku z moimi działaniami edukacyjnymi! Niestety takie poczynania mało kogo interesują. Walka, konflikt, sensacja – tylko to wzbudza większe zainteresowanie. Taką mamy rzeczywistość. Co takiego znajdziemy w poświęconym mi akapicie? Długie cytaty z moje tekstu – bardzo dziękuję. Stosunkowo niewiele komentarzy, które – jak mniemam – mają mój tekst ukazać we właściwym świetle. Tylko jakoś słabo ta krytyka wychodzi. W związku z tym Szum trochę zmanipuluje, poprzekręca fakty i wtedy rzeczywiście widać jakie to ja bzdury piszę. Nie ma w tym chęci zrozumienia moich intencji – szyderstwo lepiej się sprzedaje. Akapit zaczyna się od tego, że Szum przypomina, że jestem „stałym współpracownik kierowanej przez Kąkolewską Fundacji Art Transparent” i tutaj nawet pojawia się stosowny cytat z moje tekstu. Podobnie w odniesieniu do Jacka Sosnowskiego pokreślone zostają jego związki biznesowe i towarzyskie z APH. Odnoszę wrażenie, może błędne, że te powiązania są w oczach Szumu zarzutem, tak jakby odbierały nam one prawo do zabierania głosu, bo nie jesteśmy bezstronni. Tylko, że my to wyraźnie sami podkreślamy, a nawet więcej, to jest jeden z powodów dla którego się wypowiadamy. Bo znamy osoby bezpośrednio tworzące konkurs i widzimy, jak ich praca przez widzimisię jednej redaktorki i jednego pisma idzie na marne. Szkoda, że przy okazji Szum nie potrafi sprawdzić informacji, które podaje. Jacek Sosnowski nie jest członkiem jury konkursu, jak napisano, a ja współpracuję z Fundacją Art Transfer. Następnie Szum pisze o mnie tak: „Warto podkreślić, że jest to jego jedyny tekst „interwencyjny” – na blogu zamieszczane są najczęściej zdawkowe, choć bogato ilustrowane notki o kolejnych wystawach, przede wszystkim sztuki nowoczesnej i dawnej.” Nie są to notki o wystawach, zasadniczą częścią mojej strony są właśnie ilustracje, ale to już odpuśćmy. Ma rację Szum, że większość dotyczy sztuki nowoczesnej i dawnej. Ja tylko dorzucę, że na mojej stronie pojawiły się też dziesiątki relacji z wystaw sztuki współczesnej, w tym wystaw konkursowych (por. galeria Turner Prize 2016) i zazwyczaj są to wykonane przeze mnie osobiście zdjęcia. Redakcjo Szumu – nie jesteście monopolistą w zajmowaniu się sztuką współczesną. Bo to zdanie ma mnie wyraźnie zdyskredytować jako osobę wypowiadająca się o sytuacji sztuki współczesnej. Szkoda tylko, że autorzy? autorki? tekstu znowu mijają się z prawdą. Nie jest to mój pierwszy tekst interwencyjny. To prawda, że nie piszę wielu tekstów (nie jestem wieloosobową redakcją z jeszcze większym zastępem współpracowników). Recenzje oraz inne teksty pojawiają się na mojej stronie sporadycznie. Ale konsekwentnie są to też „teksty interwencyjne”. W 2014 roku dwa razy pisałem o okoliczność (niedoszłej) podróży tryptyku Memlinga do Włoch. W 2019 roku poświęciłem dwa teksty sytuacji w Muzeum Narodowym w Warszawie pod rządami dyr. Miziołka (por. post Skandal w Muzeum Narodowym w Warszawie oraz post Czego nie widać w Muzeum Narodowym w Warszawie). Rok później nieśmiało miałem nadzieję, że kolejna dyrekcja tej instytucji może nie będzie jeszcze gorsza (por. post Muzeum (nie tylko) Narodowe po pandemii). Również w 2020 roku, zaraz po emisji pierwszej lekcji plastyki na kanale TVP VOD, napisałem obszerną analizę tego materiału wyliczając jego błędy (por. post Szkoła z TVP: klasa 7 (Plastyka – Lekcja 1). Ten wpis ma zyskał prawie 120 tysięcy wejść – czasami udaje się edukować na szerszą skalę (choć właśnie przy okazji sensacji i prostowania andronów). Czy wystarczy przykładów moich tekstów interwencyjnych? Zwraca uwagę, że z tej skromnej liczby aż trzy dotyczą Muzeum Narodowego w Warszawie. Dlaczego? Bo jest to instytucja, w której wiele lat pracowałem i nadal czuję się z nią związany, a więc zależy mi na niej i osobach tam pracujących. To chyba też wyjaśnia dlaczego zabrałem głos w sprawie konkursu APH.

Idźmy dalej. Pragnę uspokoić Szum, że nie jest nadużyciem stwierdzenie, że cytowane zdanie „mecenas daje i stawia warunki, a jak się nie podoba, to nie ma przymusu brania udziału w jego przedsięwzięciach” streszcza moją perspektywę. Szkoda, że redakcja Szumu cały czas nie jest w stanie zrozumieć jego treści. Za to wyjątkowo wredną manipulacją jest komentarz do tego zdania: „Mecenas jest więc wyłączony spod krytyki niejako z definicji.” Tego nigdzie nie napisałem. Czy to prywatne czy publiczne przedsięwzięcia podlegają krytyce, ważne w jaki sposób się to robi („mam uwagi” versus „wypierdalać”). W tym samym miejscu Szum cytuje moją wypowiedź o chowaniu pieniędzy do kieszeni z wpisu Plinty. Nie przeszkadza Szumowi, że ich własna pracownica oskarża ERGO Hestię o oszukiwanie uczestników konkursu i de facto ich okradanie. A przepraszam, to na prywatnym profilu było, to się nie liczy. W tym samym akapicie raz jeszcze Szum dopuszcza się karygodnej manipulacji wkładając w moje usta ironiczne stwierdzenie „młodzi artyści i artystki, którzy podważają reguły konkursu, nie wiedzą, co czynią”. Nigdzie nie napisałem, że uczestnicy konkursu nie wiedzą co czynią krytykując go. Napisałem „zaczynają swoją drogę artystyczną i o pewnych mechanizmach po prostu nie wiedzą”, ale z komentarzem Szumu takie stwierdzenie nabiera zupełnie innego wydźwięku. Co więcej napisałem, że to rozumiem. Na moją tezę można znaleźć dowody nawet w zgromadzonych przez Szum wypowiedziach. Jeden z uczestników bulwersuje się, że na dostarczenie swojej pracy miał tylko tydzień. Po prostu nie wie, że wystawy w takich miejscach jak MSN zmieniają się szybko, że nie ma gdzie przechowywać prac i dłuższy okres jest po prostu niemożliwy. Nie chcę przytaczać większej liczby przykładów, bo rozumiem, że młodzi ludzie muszą się dopiero o takich rzeczach dowiedzieć. Konkurs APH jest do tego okazją. Za to nie mogę uwierzyć jak oderwany jest od środowiska młodych artystów i artystek Szum, w imieniu których przecież występuje. W swoim tekście pisze tak o uczestnikach: „wyglądają wspaniale na grupowym zdjęciu, tworzą ciekawe i poruszające prace, chociaż wiedzą, że w 95% przypadków wystawa konkursowa była ich pierwszą i ostatnią w tym miejscu”. Redakcjo Szumu – 95% osób na tym zdjęciu jest przekonanych, że ich praca wybrana w konkursie APH jest pierwszą z wielu, które jeszcze zaprezentują w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Nikt przy zdrowych zmysłach rozpoczynających swoją karierę nie zakłada porażki! Tym bardziej, że właśnie zostali finalistami konkursu APH, zostali wyróżnieni wśród setek innych studentów! Szumie! Ogarnij się! Złap kontakt z rzeczywistością!

Rachunek sumienia

Zajmijmy się teraz częścią tekstu Szumu, który składa się z wypowiedzi finalistów konkursu, czyli uczestników ostatniej wystawy w MSNie. Gazeta usłużnie i wyraźnie nas informuje, że zwróciła się do młodych artystów i artystek, ponieważ „szanuje ich podmiotowość”, dodaje też, że „nikt dotychczas tego nie zrobił”. Tak na wszelki wypadek trzeba zwerbalizować swoje kryształowe intencje. Dowiadujemy się też, że z możliwości wypowiedzi skorzystało 2/3 uczestników wystawy (jedna się potem wycofała, ale to pomijam dla klarowniejszych rachunków). Tutaj pojawia się moja wątpliwość. Skoro konkurs jest tak beznadziejny jak to sugeruje Szum, to dlaczego 1/3 zainteresowanych nie korzysta z możliwości skrytykowania go? Tym bardziej, że mogą to zrobić anonimowo. Ponad połowa wypowiedzi zamieszczonych przez Szum nie jest opatrzona nazwiskami. Otrzymujemy jednak zapewnienie, że wszystkie są autoryzowane. Teraz ja pozwolę sobie na pewną manipulację. Słaba ona będzie, bo dokładnie napiszę, na czym ma polegać. Otóż wybrałem pozytywne fragmenty wypowiedzi uczestników wystawy, a pominąłem krytykę konkursu. Okazuje się, że aż 9 osób, czyli prawie połowa z przepytanych przez Szum miała coś dobrego o imprezie do powiedzenia. Teraz mam prośbę – proszę (na chwilę) zapomnieć, co zostało wcześniej powiedziane, co napisała Plinta, jakie były pod jej postem komentarze, co napisał Szum.

  • „Członkowie jury występują przed publicznością ze swoimi wykładami, a potem sytuacja się odwraca i prace przedstawiają uczestnicy konkursu. To bardzo równościowa formuła, w dodatku prezentacje uczestników są jawne, wszyscy mogą siebie nawzajem posłuchać – co też zapewnia większą transparentność. APH to przybudówka firmy ubezpieczeniowej, której dobrze robi taki PR. Chociaż rozmowę z członkami jury wspominam dobrze.” (Grażyna Monika Olszewska) [pierwsza część wypowiedzi dotyczy innego konkursu – przyp. artdone]
  • „Zgłosiłam się ze względu na prestiż konkursu i możliwość wystawy w MSN.” (artystka 1)
  • „Jeśli chodzi o warunki współpracy, to nie mogę nic złego powiedzieć, tak samo jeśli chodzi o sprawy organizacyjne. Jestem z nich zadowolona.” (artystka 2)
  • „Możliwość udziału w wystawie stanowiła dla mnie główną motywację do wzięcia udziału w konkursie. Zgłaszając swoją pracę, byłam świadoma zasad i warunków (…) Jestem mile zaskoczona współpracą z zespołem odpowiedzialnym za realizację wystawy. Bliskie spotkania z ekipą montującą wciąż wspominam z ekscytacją, miałam okazję spędzić kilka dni w muzeum, wieszając swoją pracę. Transport obszernej i kłopotliwej instalacji był dla mnie sporym wyzwaniem i kosztem. Tymczasem wiele z polskich konkursów ma znacznie gorsze warunki uczestnictwa.” (Anna Rutkowska)
  • „Finaliści APH są wybierani spośród dużej liczby artystów-studentów, a wystawa w takim gronie już jest wyróżnieniem” (artystka 3)
  • „Bogna Świątkowska i Sebastian Cichocki [członkowie jury – przyp. artdone] stają na głowie, żeby uczynić panującą na rozmowie stresującą atmosferę bardziej przyjazną. (…) Nie zgadzam się z tym, że kwestia podzielenia nagród na dwie edycje była niespodzianką, to akurat było dość jasne od ogłoszenia wyników 19. edycji w szczycie pandemii (…)” (artystka 5)
  • „Wiadomość o tym, że byłam finalistką dotarła nawet do znajomych niezainteresowanych sztuką współczesną. Organizatorzy skutecznie angażują pracowników jednego z niewielu muzeów, z którymi warto współpracować w naszym kraju. Z tego, czego się dowiedziałam, proces selekcji finalistów był ciężki i dołożono wielu starań, aby był jak najlepszy: nie oceniano tylko zgłaszanego projektu, ale też zrobiono internetowy research, brano pod uwagę inne działania studentów.” (Ewelina Węgiel)
  • „Tym, co wywarło na mnie szczególne wrażenie, jest kontakt ze stroną organizującą. Anna Palacz, Maja Wolniewska i Maciej Maćkowiak stworzyli cudownie ciepłą i towarzyską atmosferę, która pozwoliła poniekąd zapomnieć o stresie, jaki wywołuje »pompa« całego wydarzenia. Ich dostępność, rady i otwartość były bardzo wspierające. (…) Praca kuratorska, forma prezentacji wystawy, były na bardzo wysokim poziomie.” (Sylwia Marszałek-Jeneralczyk)
  • „Muszę jednak przyznać, że moje doświadczenia współpracy z APH są mimo wszystko bardzo pozytywne. Widzialność i wsparcie, jakie otrzymałam od kadry APH, są czymś, za co jestem ogromnie wdzięczna. APH jest jedną z niewielu prywatnych instytucji, która regularnie wspiera i inwestuje w młodych artystów. (…) Żadna inna ogólnopolska instytucja nie zapewnia młodym absolwentom szkół artystycznych (zwłaszcza tym, którzy nie mieszają w Warszawie) takiej szansy bycia dostrzeżonym. (…) inicjatywa APH wciąż zasługuje na szacun za swoje lata pracy i zaangażowanie.” (artystka 8)

Jaki obraz konkursu wyłania się po przeczytaniu tych fragmentów? Czy rzeczywiście tak negatywny jak chce to ukazać Szum? Oczywiście nie namawiam, aby na stałe zapomnieć o krytycznych uwagach. Jest ich dużo więcej, jeżeli popatrzymy na objętość tekstu. Pochwały w tym morzu negatywów są ledwo widoczne. Jednak niezadowolenie studentów dotyczy kilku bardzo konkretnych spraw i to one zajmują prawie całą objętość ich krytycznych uwag.

  • sprawa połączenia obu finałów i przyznania jednej puli nagród
  • brak zwrotu kosztów transportu prac
  • brak pieniędzy na przyjazd
  • uwagi dotyczące ekspozycji dzieła na wystawie
  • krytyka formy przesłuchań finalistów

Do części spraw już odnosiłem w moim poprzednim tekście, gdzie próbowałem tłumaczyć skąd takie, a nie inne zasady. Oraz podkreślałem, że ostateczna decyzja w takich sprawach należy do organizatora. Dla jasność – można mieć uwagi, można mieć postulaty, ale nie można żądać ich spełnienia. Jeżeli komuś te warunki nie odpowiadają, to nie bierze udziału w konkursie. Sprawę formuły prezentacji pracy przed jury skwituje tak – nie ma idealnej i nie ma optymalnej. Każda będzie podlegać krytyce, wiemy to z innych podobnych konkursów. Widać to też po całym wachlarzu propozycji, które padają ze strony uczestników – od rozszerzenia po całkowitą likwidację przesłuchania. Bardzo wiele frustracji wśród uczestników spowodował brak znajomości zasad konkursu. Są głosy rozsądku, Grażyna Monika Olszewska mówi „przeczytałam nowy regulamin dotyczący dwóch edycji, więc nie byłam zaskoczona”. Jednak w efekcie dołącza ona do krytyków konkursu mówiąc, że to nieuczciwe, że uczestnicy nie uzyskali informacji i uzasadnienia „z ust organizatorów”. Mówi też: „wiadomo, że mało kto czyta regulaminy”. No tak, wiadomo. Ile to razy bez zaglądania kliknęliśmy zgodę na stosowanie jakiegoś regulaminu. Tylko, że kiedy jadę na wakacje i wpłacam zaliczkę za kwaterę przez pośrednika to czytam jego regulamin. Ostatnio właśnie tak zrobiłem. Dlaczego? Bo chcę wiedzieć, co może się wydarzyć, szczególnie w sytuacjach kryzysowych. A teraz przecież taką mamy. Może należy po prostu wyciągnąć wniosek, że są takie przypadki, kiedy regulamin należy przeczytać? Dodam tylko, że regulamin konkursu APH krótki nie jest, ale da się w miarę szybko przeczytać. Nie przypomina tekstów drobnym maczkiem, które np. dostajemy od banków i nie da się w nich zorientować. Uwagi dotyczące odpowiedniej ekspozycji prac na wystawie można łatwo wyjaśnić. Artysta chce, aby jego/jej praca była jak najlepiej zaprezentowana. W taki sposób jak sobie to zaplanował. Każdy kurator zbiorowej wystawy sztuki współczesnej wie, że jest ona kompromisem. MSN ma bardzo trudną, wielką przestrzeń wystawową w Muzeum nad Wisłą. Zmieścić tam 30 różnych prac nie jest łatwo. Jedni będą zadowoleni, inni niestety nie. Szkoda tylko, że Szum zajmujący się sztuką współczesną i jej wystawami jakoś na to nie zwraca uwagi. Za to z ochotą publikuje pretensje młodych artystów, dla których zazwyczaj jest to pierwsza poważna wystawa. W wypowiedziach artystów, wpisie Plinty i artykule Szumu pojawiają się jeszcze postulaty związane z wypłacaniem artystom pieniędzy. Można je zsumować w dwa wnioski:

  • artyści i artystki powinni otrzymywać wynagrodzenie za swoją pracę, czyli również za udział w wystawie
  • nagrody powinny być w postaci pieniężnej, szczególnie w warunkach covidowych

Wynagrodzenie za udział w wystawie to oczywiście sprawa dużo szersza. Zgadzam się z Agnieszką Polską, którą cytuje Szum, która mówi, że „obietnica rozpoznawalności” dzięki wystawie nie powinna „zastąpić zapłaty za wykonaną pracę”. Bo udział w wystawie jest dla artysty pracą. Z tekstu zrozumiałem, że obecnie w Polsce jest to już normą i zawsze tak się dzieje („artyści i artystki otrzymują wynagrodzenie za swoją pracę; że zostały wprowadzone minimalne stawki za udział w wystawach”). Stąd postulat takiej stawki za udział w wystawie finałowej dla studentów i wpisanie tego do regulaminu jest jak najbardziej zasadny. Skoro tylko w przypadku wystawy konkursowej ERGO Hestii artyści owej minimalnej stawki nie otrzymują. Być może dobrym pomysłem by było, aby swój udział miało Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Tam odbywa się wystawa, a więc MSN jest też jej beneficjentem. Dziwię się zresztą, że skoro obecnie (po rewolucji, o której pisze Szum) MSN wypłaca wynagrodzenie wszystkim artystom, którym organizuje wystawy, sam tego nie zaproponował i nie przeprowadził. Mam wrażenie, że ERGO Hestia chętnie by się dostosowała do standardów swojego partnera. Sprawa nagród w postaci pieniężnej, a nie rezydencji to kolejny obszerny temat do dyskusji. Tylko – jeszcze raz przypomnę – taki jest wybór mecenasa. Można dyskutować, ale do niego należy ostatnie słowo. Jak dyskutuje Szum? Dowalając bezpardonowo tej złej korporacji. W podsumowaniu artykułu czytamy, że „polskie środowisko artystyczne jest już znacznie dalej niż obecne kierownictwo Fundacji APH”. Szkoda, że Szum, nie chce napisać, jakie są powody takiej, a nie innej formuły nagród. Szkoda, bo przesłanki, którymi kieruje się APH są jasne. Wystarczy trochę dobrej woli, wystarczy przeczytać Rozmowę z Magdaleną Kąkolewską, którą przeprowadził… Szum. Prezeska fundacji APH mówi tam „jesteśmy ciekawi zetknięcia się artysty z czymś dla niego zupełnie nowym (…) Dlaczego ich wysyłamy? Wiemy, jak może kręcić podróż. Każdy, kto doświadczył bezpośredniego kontaktu ze sztuką światowego formatu, wie, co to znaczy, jaką to daje energię.” Potem jest mowa o tym jak APH „obserwuje i wspiera” swoich finalistów, nie tylko tych nagrodzonych, jak organizuje im wystawy itp. Tego Szum nie chce przypominać.

Uważny czytelnik znajdzie w wypowiedziach uczestników konkursu wiele ciekawych fragmentów. Czego by APH nie robiła i tak jednak w relacjach zebranych przez Szum będzie źle. Jednej uczestniczce w ostatniej chwili pozwolono ze względu na stan zdrowia zaprezentować swoją pracę online, łamiąc przy tym regulamin. Mimo tego należy ona do grona najbardziej zaciekłych krytyków konkurs. Druga w swojej wypowiedzi ma pretensje (i słusznie!) o to, że musiała przyjeżdżać z zagranicy, choć komuś innemu pozwolono na prezentację online. Co ważne mówi, że była to „jedyna sytuacja, która ją w konkursie zabolała” i że „nie żałuje, że przyjechała na finał”. Dołącza w efekcie do krytykujących konkurs, ponieważ dopiero w dniu ogłoszenia wyników dowiedziała się o liczbie nagród. Tak źle i tak niedobrze. Szum zaciera rączki. A przecież zbiera tylko opinie. Formułowane jednak po wpisie Plinty, która młodym artystom i artystkom wyraźnie powiedziała jak są wyzyskiwani. Domyślam się, że w dniu ogłoszenia wyników wielu jego uczestników było rozżalonych. Wielu dopiero wtedy dowiedziało się, że zamiast czterech nagród będą dwie. Zapewne pojawiały się i inne wątpliwości dotyczące różnych aspektów konkursu. Jeżeli choć trochę zna się historie innych konkursów to wiadomo, że ten rodzaj imprezy wywołuje wiele kontrowersji i dyskusji. Konkurs Artystyczna Podróż Hestii nie jest wyjątkiem. Jaką rolę jednak odegrał następnego dnia wpis Plinty? Na ile przyczynił się do eskalacji i wypaczenia tych opinii? To już pozostawiam każdemu do oceny. Szum wypowiedzi artystów podsumowuje takim zdaniem: „Warto podkreślić, że krytyce nie podlegała w zasadzie tylko jedna kwestia – zdecydowana większość osób bardzo dobrze wspomina codzienny kontakt z koordynatorkami konkursu.” Wydaje się Wam, że to pozytywna wypowiedź na podsumowanie? Że jednak Szum dostrzegł coś dobrego? Miłą atmosferę tworzoną przez osoby, które przeprowadzają konkurs? Otóż przy okazji dowiedzieliście się podprogowo, że WSZYSTKIE INNE KWESTIE PODLEGAŁY KRYTYCE UCZESTNIKÓW. Zdanie prosto z goebbelsowskiego podręcznika propagandy.

W stronę krytyki artystycznej przyszłości

Po wypowiedziach finalistów APH Szum w swoim tekście rysuje nam kontekst sytuacji, powołuje się na różne kontrowersje dotyczące międzynarodowych imprez. Miesza przy tym pojęcia, nie bierze pod uwagę, kto jest organizatorem konkursów itp. Choćby brytyjską Turner Prize firmuje galeria Tate, co tłumaczy, dlaczego w ostatniej edycji wypłacono stypendia artystom. Tate to publiczne muzeum, a nie firma prywatna stojąca za konkursem APH. Przy okazji dowiadujemy się, że „Agnieszka Polska zrezygnowała z udziału w Sydney Biennale. Powodem była współpraca Biennale z Transfield Holdings, firmą zarządzającą przymusowymi obozami dla osób ubiegających się o azyl w Australii”. Potem jest o wyrzuceniu koncernu paliwowego BP z konkursu National Portrait Gallery w Londynie oraz rezygnacji ze sponsoringu nagrody Turnera przez przedsiębiorstwo autobusowe, którego prezes prowadził kampanię na rzecz zakazu „promocji homoseksualizmu”. Co to ma wspólnego z konkursem APH? Co to ma wspólnego z konkursami w Polsce? A! Może są to przykłady tych okropnych korporacji, które zatruwają świat sztuki? Szum nas zapewnia „problem, jaki wiąże się z konkursem APH, jest zupełnie innego rodzaju niż podane wcześniej przykłady kontrowersji”. To po co było pisać o nich? Dowiadujemy, że ERGO Hestia aż taka zła nie jest, nie jest koncernem paliwowym ani nie prowadzi homofobicznej kampanii, a nawet coś dobrego można o niej powiedzieć („w jury konkursu zachowano gender balance”). Potem następuje taka przedziwna figura, z której wynika, że w tym roku wygrały tylko kobiety, ponieważ… nie ma wynagrodzeń za udział w wystawie. Tak rozumiem połączenie tych dwóch różnych wątków. Bełkot po prostu. Wcześniej przeczytałem „Te słabo zawoalowane (i miernie zriserczowane) groźby nie byłyby godne uwagi, gdyby nie dwie kwestie. Po pierwsze, tak sformułowane wypowiedzi mogą łatwo wywołać „efekt mrożący” w odniesieniu do zagadnień art brandingu, sponsoringu korporacyjnego czy działaności biznesowej mecenasa” [zachowuję oryginalną pisownię – przyp. artdone]. Wcześniejszy akapit dotyczy wypowiedzi Jacka Sosnowskiego oraz moich, więc chyba gdzieś musiałem grozić magazynowi Szum? Gdzie? W jaki sposób? Magazynowi, który pisze o miernym „riserczu”, a sam nie umie poprawnie napisać nazwy fundacji, z którą współpracuję i któremu mylą się nazwiska jurorów konkursu, o którym pisze! Jedna z uczestniczek (ta od zezłomowanej pracy ze zdjęcia) w swojej wypowiedzi również zarzuca mi, że o coś ją oskarżam. A ja ciągle nie mogę w moim tekście znaleźć tych oskarżeń. W Szumie czytamy też: „Wizja mecenatu, jaka wyłania się z tekstów Przemysława Głowackiego czy Jacka Sosnowskiego, jest nie tylko archaiczna i coraz mniej popularna na świecie, ale też – jak widać – kontrskuteczna”. Dla jasności – w moim tekście nie proponuję żadnej wizji mecenatu. Po prostu wykazuję obłudę, hipokryzję i brak logiki w działaniach Plinty i Szumu. Na ile skuteczne będą to działania będzie można ocenić, kiedy ERGO Hestia wycofa się z organizacji konkursu, a inni korporacyjni mecenasi zniechęcą się atmosferą hejtu, który stworzył Szum. Na pewno startujący artyści na tym skorzystają. Całkowitym kuriozum jest zdanie, które odkrywczo stwierdza, że z tekstów Jacka Sosnowskiego i mojego wynika, że „problemem nie jest oddolny sprzeciw artystów i artystek, ale wpis Karoliny Plinty na jej prywatnym profilu facebookowym.” Jak możemy nie pochylić nad losem młodych artystów? Ależ my jesteśmy okropni. A może rozumiemy, że przez niszczenie i chamski atak niczego się nie uzyska? Tak! Problemem jest wpis Plinty, a teraz artykuł Szumu, które tworzą atmosferę hejtu. Na pewno nie przyczyniają się do rzeczowej dyskusji o prawdziwych problemach startujących artystów, tylko robią z tego sensację.

W artykule znajdziemy obszerny fragment, który „rozprawia się” z moim akapitem, w którym pisałem, że konkurs jest platformą, dzięki której artyści mogą być zauważeni, mogą wzbudzić zainteresowanie rynku sztuki. Szum konstatuje, że są to przypadki jednostkowe, a za nimi „rozpościera się szara materia pominiętych i niedocenionych, którzy muszą jednak funkcjonować jako tło dla kilku gwiazd”. Gratuluję wnikliwego obrazu świata artystycznego! A potem czytamy: „dlatego właśnie dojrzałe demokracje zbudowały system rozmaitych osłon, które mają chronić słabszych, mniej zaradnych, mniej uprzywilejowanych, systemowo „pechowych”.” Ale co ma piernik do wiatraka? Czy rozmawiamy o konkursie organizowanym przez prywatną korporację czy o mechanizmach osłony dla startujących artystów? To są dwie różne sprawy. Następnie Szum z lubością pisze o setkach uczestników konkursu APH, którzy nie zostali zauważeni. Ta okropna formuła konkursu, gdzie tylko nieliczni są wygranymi, a reszta przegranymi. To jak redaktorzy Szumu kompletnie nie rozumieją procesów, o których piszą w głowie się nie mieści. Gdyby napisali o tym jak po konkursie APH utrzymuje kontakt ze swoimi finalistami (nie tylko laureatami nagród!), ile zorganizowała im wystaw, może by więcej rozumieli. Wyjątkowo irytujący jest paternalistyczny ton artykułu, który nasila się pod jego koniec. Czytamy m.in., że „rozwiązaniem zaistniałej sytuacji nie jest likwidacja konkursu APH, tylko jego głęboka reforma”. Przy takich stwierdzeniach to tylko można tarzać się ze śmiechu, gdyby tylko sytuacja była śmieszna. Swoimi działaniami na pewno Szum przyczynia się do „głębokiej reformy” konkursu. Szum pyta też ex cathedra o „dojrzałość mecenatu korporacyjnego w Polsce po 32 latach przemian”. A może należy zapytać o dojrzałość polskiej krytyki artystycznej na przykładzie artykułu Szumu i wypowiedzi Plinty? W roli proroka i demiurga stawia się pismo, które publikuje anonimowe wypowiedzi jako głos w dyskusji. Które podpisuje artykuł pretendujący do miana poważnego i opiniotwórczego jako „redakcja”. Czy ja mam Was uczyć, że „redakcja” to może zredagować notkę o wystawie z materiałów prasowych. Z kim ja teraz prowadzę dialog? Czyje są to argumenty? Jakub Banasiak? Karolina Plinta? Piotr Policht? Aleksy Wójtowicz? Wszyscy razem? Jeszcze ktoś inny? Przecież to urąga podstawowym zasadom dziennikarstwa. A może ponieważ tekst jest słaby, niespójny, powierzchowny i pełen błędów to nikt się nie chciał się pod nim podpisać? Czytelnicy wytykają Wam te błędy w komentarzach i Wy bez mrugnięcia okiem edytujecie tekst na swojej stronie nawet nie pisząc, że wprowadziliście zmiany. To jest profesjonalizm? Chyba najpierw warto zrobić własny rachunek sumienia zanim zacznie się atakować i niszczyć pracę innych. Jeżeli tak wygląda krytyka artystyczna w Polsce, to ja nie widzę dla niej żadnej przyszłości.

Drodzy młodzi Artyści i Artystki,

pozwolę sobie na koniec zwrócić się do Was. Szum zarzucił mi, że traktuję Was przedmiotowo. Pragnę Was zapewnić, że nawet jeżeli moje bezpośrednie powody napisania obu tekstów były inne, to ani na chwilę nie straciłem Was z oczu. Dlaczego? Bo ja z racji swojego zawód zajmuje się Sztuką, czyli właśnie Artystami i Artystkami, którzy ją tworzą. Wszystko jedno czy nie żyją od 500 lat czy dopiero mają stworzyć swoje najlepsze dzieła. Szum pisze, że potraktowałem Was jak „zmanipulowaną gówniarzerię”. To nie moje określenie. Sami możecie ocenić, kto Was tak nazwał i kto Was tak potraktował. Mądrość ludowa mówi, że trudno rozpoznać wilka w owczej skórze. Czy rzeczywiście „kiedy światła zgasły, autorzy i autorki świetnych, zaangażowanych prac stali się ciężarem, niewdzięcznikami, roszczeniową młodzieżą, którą się strofuje, a nie z którą się rozmawia.” Łatwo takie zdanie napisać. Łatwo się oskarża i wywołuje sensację. Buduje się długo. Hipokryzja redakcji Szumu polega na tym, że mówią Wam, że formuła współzawodnictwa się przeżyła, a sami ją tworzą. Nie tylko jako członkowie składów jury podobnych imprez. Cała krytyka artystyczna jest konkursem. Kto wygra pozytywną ocenę, a kto zostanie spławiony negatywną? A może w ogóle recenzji nie będzie? Ile przy tym Szum rozda stypendiów w brzęczącej gotówce pochylony nad Waszym losem? Ile rezydencji w Nowym Jorku Wam zafunduje? Zapytacie, jaki można mieć interes w rozkręcaniu takiej spirali nienawiści? Popatrzcie na liczbę lajków pod wszystkimi postami związanymi z tą sprawą na profilu Szumu, czy liczbę komentarzy. Porównajcie jakie zainteresowanie budzą inne posty, które czasami nie mają ani jednej reakcji. Dużo łatwiej i chętniej czyta się chamski, ale krótki wpis Plinty niż ten mój długi tekst. Drodzy Artyści i Artystki, zwracam się nie tylko do uczestników ostatniego finału, ale też do tych, którzy wzięli wcześniej udział w konkursie. Nie tylko do tych, którzy zdobyli nagrody. Czy rzeczywiście Wasze doświadczenia były negatywne? Pewnie był stres, były emocje, ale może coś Wam one dały? A może jednak udział w konkursie pomógł Waszej karierze? A może nie? A i tak wspominacie go dobrze? Myślę, że warto w tym momencie zabrać głos, wykazać się odwagą cywilną, nawet za cenę narażenia się Szumowi. A może moja pozytywna opinia o konkursie nie jest słuszna? Nie brałem w nim udziału. Jeżeli nie mam racji, to nikt nie będzie żałował, kiedy konkurs Artystyczna Podróż Hestii zniknie ze świata polskiej sztuki.

Przemysław Głowacki (artdone)

Wystawa finałowa 15. edycji konkursu Artystyczna Podróż Hestii, widok wystawy / exhibition view, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (MSN), Warszawa / Warsaw

Rośliny i zwierzęta w Wilanowie I

Tagi

, , , ,

por. galeria Zachwycająca fauna i flora

Rośliny i zwierzęta. Atlasy historii naturalnej w epoce Linneusza / Plants and Animals. Atlases of Natural History in the Age of Linnaeus, widok wystawy / exhibition view, Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, Warszawa / Warsaw, foto: artdone

Rośliny i zwierzęta. Atlasy historii naturalnej w epoce Linneusza / Plants and Animals. Atlases of Natural History in the Age of Linnaeus – 25.03.2020-31.05.2020 przełożona/postponed 19.05.2020-18.10.2020 – Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków / Cracow

Rośliny i zwierzęta. Atlasy historii naturalnej w epoce Linneusza / Plants and Animals. Atlases of Natural History in the Age of Linnaeus – 07.05.2021-14.08.2021 – Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, Warszawa / Warsaw

Portrety czasów Medyceuszy II

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , ,

por. galeria Portrety czasów Medyceuszy IThe Medici: Portraits and Politics, 1512–1570, widok wystawy / exhibition view, The Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork / New York

The Medici: Portraits and Politics, 1512–1570 – 26.06.2021-11.10.2021 – The Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork / New York

Natura w sztuce w MOCAKu II

Tagi

, , ,

por. galeria Natura w sztuce w MOCAKu I

Natura w sztuce / Nature in Art, widok wystawy / exhibition view, Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie (MOCAK), Kraków / Cracow, foto: artdone

Natura w sztuce / Nature in Art – 26.04.2019-29.09.2019 – Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie (MOCAK), Kraków / Cracow