Tagi

, , , ,

Jan Matejko Battle of Grunwald 1878 National Museum in Warsaw MNWZakończyła się trwająca ponad dwa lata konserwacja „Bitwy pod Grunwaldem” Jana Matejki. Obraz otrzymał nową ramę i chciałoby się powiedzieć, że jest jak nowy. Wydawać by się mogło, że to przedsięwzięcie rutynowe – dzieła sztuki się niszczą – trzeba o nie dbać. Przypadek ten jest jednak szczególny. Przede wszystkim mamy do czynienia z najsłynniejszym polskim obrazem. Porównanie z „Moną Lisą” narzuca się samo, bo choć inna epoka i inny format, to w obu przypadkach dzieła są powszechnie znane. A „Mona Lisa” jak do tej pory nie przeszła gruntownej konserwacji. Dlaczego? Bo z arcydziełami trzeba ostrożnie, a i tak trudno uniknąć kontrowersji. Tak było w przypadku „Świętej Anny” Leonarda da Vinci, która tak jak „Mona Lisa” znajduje się w zbiorach Luwru. Prezentacji obrazu towarzyszył skandal wywołany przez protesty, że zniszczono bezcenną materię oryginalnego dzieła. Rzeczywiście wygląd obrazu zmienił się znacząco, a jego kolory nabrały intensywności. Można przywołać efekt oczyszczenia fresków Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej, kiedy też zaskoczeniem była ich jaskrawość. Dzieła sztuki dawnej miały mocną kolorystykę, trudno się z tym pogodzić, bo przyzwyczajeni jesteśmy do barw przytłumionych brudem, działaniem czasu i warstwą werniksu. „Święta Anna” kilka miesięcy temu była w centrum zainteresowania na specjalnej wystawie jej poświęconej (por. galeria Wokół Św. Anny Leonarda). A „Mona Lisa” nadal trwa pod zielono-żółtym woalem i daleko jest jej do pierwotnego wyglądu. Dopóki jej to nie szkodzi, wszystko jest w porządku. Bo najważniejsze to nie szkodzić.

Czy nowa „Bitwa pod Grunwaldem” zaszokuje nas swoim wyglądem? Wręcz przeciwnie. Możemy być zdziwieni, że tak niewiele się zmieniła. Barwy są czystsze, zdjęto stary werniks, uzupełniono ubytki, w pierwszej chwili można jednak zmian nie zauważyć. Bardziej zdziwić może nowa rama. Są tacy którym się podoba, inni przyzwyczajeni byli do poprzedniej. Nie wiadomo jak wyglądała oryginalna rama. Obecna, chociaż współcześnie zaprojektowana, bliższa jest pierwotnej i nawiązuje do XIX-wiecznych ram, w jakie oprawiano wielkie obrazy historyczne. Warto było wykorzystać okazję do tej zmiany. W tym roku nową ramę dostała też „Madonna Sykstyńska” Rafaela przy okazji swojego 500-lecia. Sytuacja jest podobna, też nie znamy ramy oryginalnej. Nawiązano jednak do oprawy późniejszej, też przecież historycznej. Skoro wygląd obrazu Jana Matejki tak bardzo się nie zmienił, to czy warto było przeprowadzać skomplikowane przedsięwzięcie trwające aż dwa lata? Odpowiedź brzmi – nie tyle warto, co było to konieczne. W odróżnieniu od dzieł Rafaela czy Leonarda – chociaż są one duże starsze – stan zachowania „Bitwy pod Grunwaldem” jest dużo gorszy. Stan zachowania najsłynniejszego polskiego obrazu jest wyjątkowy, choć rzadko kto zdaje sobie z tego sprawę. Jeszcze za życia autora, ze względu na pokazy w różnych miejscach, płótno było wielokrotnie zwijane, rozwijane i naciągane. Nie wpłynęło to dobrze na jego kondycję. Pierwszą poważną konserwację trzeba było wykonać w latach 20. XX wieku. Dramat nastąpił w czasie II wojny światowej. Obraz ukrywany był w dziurze w ziemi przez Niemcami, którzy wyznaczyli za niego bardzo wysoka nagrodę. Cudem nie dostał się w ich ręce. Nikt nie przypuszczał, że będzie musiał leżeć w takich warunkach ponad 3 lata. Po wyciągnięciu okazało się, że obraz prawie przestał istnieć! Podobrazie w dużej część przegniło i zbutwiało, a spoiwo farby uległo destrukcji. Na domiar złego przy wyjmowaniu z ziemi, w wyniku nieszczęśliwego wypadku, dolna jego cześć została poważnie rozdarta. I tutaj zaczyna się magia. Zespół pod przewodnictwem prof. Marconiego – nestora polskiej konserwacji – potrafił przywrócić blask dziełu Matejki. Potem płótno było poddawane jeszcze pomniejszym zabiegom renowacyjnym. Tutaj kryje się odpowiedź, dlaczego wygląd obrazu tak bardzo się nie zmienił po właśnie skończonej konserwacji. „Mona Lisa” nigdy nie była poddana gruntownemu czyszczeniu, jeśli takie nastąpi możemy być zaskoczeni jej wyglądem. „Bitwa pod Grunwaldem” przechodziła skomplikowane procesy konserwatorskie, ponieważ tego wymagała. Jej powierzchnia utrzymywana była w stanie bliskim tego, który miała po namalowaniu. Dla przetrwania obrazu nie jest jednak ważne to co na powierzchni, ale to co niewidoczne dla oglądającego. Zespół konserwatorów Muzeum Narodowego w Warszawie przedłużył życie najsłynniejszemu polskiemu obrazowi, tak bardzo doświadczonemu przez los, na następne kilkadziesiąt lat. Co więcej zdeterminowanie Głównej Konserwator Doroty Ignatowicz-Woźniakowskiej uchroniło go przed potencjalnym niebezpieczeństwem, jakim była próba przewiezienia go na wystawy do Krakowa i Berlina. Konserwator widzi więcej niż ten, który ogląda tylko powierzchnię obrazu. A „Bitwa pod Grunwaldem” jest obrazem szczególnym m.in. dlatego, że tylko dzięki konserwatorom możemy ją jeszcze oglądać. I choć potrafią oni rzeczy bliskie magii, niestety nigdy nie będą w stanie cofnąć czasu. My jednak możemy wierzyć, że najsłynniejszy polski obraz jest jak nowy.

Więcej o pracy konserwatorów z Muzeum Narodowego w Warszawie można poczytać na prowadzonym przez nich blogu Muzeum w białych rękawiczkach.

Jan Matejko, Bitwa pod Grunwaldem, 1878, Muzeum Narodowe w Warszawie, Warszawa