Tagi

, , ,

Bosch. The 5th Centenary Exhibition exhibition view Museo Nacional del Prado MadridKoniec roku już niedługo, nadszedł czas przypomnienia sobie najciekawszych wystaw ostatnich 12 miesięcy. Wzorem zeszłego roku (por. post Wystawy 2015 podsumowanie I oraz post Wystawy 2015 podsumowanie II) swoją kompilację muszę podzielić na dwie części. Zaczniemy od sztuki dawnej, a potem zajmiemy się nowoczesnością i współczesnością. Ograniczam się prawie wyłącznie do wystaw, które widziałem i prawie wyłącznie do tych, które rozpoczęły się w 2016. Prawie – jak wiadomo – robi różnicę, więc nie muszę się trzymać tych zasad zbyt restrykcyjnie. Nie będzie w tym roku wyodrębnionej listy wystaw najgorszych. Po pierwsze dlatego, że mało było wystaw, które mógłbym uznać za wyjątkowo złe. Po drugie, że lepiej skupiać się na pozytywach.

STAROŻYTNOŚĆ / ŚREDNIOWIECZE

Wystaw sztuki najdawniejszej jest organizowanych bardzo niewiele. Imponująca była ostatnia wystawa poświęcona starożytnemu Egiptowi w British Museum (por. galeria Zatopione skarby Egiptu I). Pamiętam jak wiele lat temu oglądałem w Berlinie ekspozycję poświęconą temu samemu tematowi, czyli odkryciu dwóch starożytnych miast, które znajdują się na dnie morza niedaleko Aleksandrii. Podobnie jak wtedy w stolicy Niemiec, również i w Londynie wykorzystano możliwość stworzenia scenografii wprowadzającej w klimat archeologii podmorskiej. W British Museum opowiedziano nie tylko historię sensacyjnych znalezisk, ale również ukazano szerszą panoramę cywilizacji egipskiej. Głównym atutem wystawy było sprowadzenie więszości zabytków z Egiptu, na czele z monumentalną rzeźbą przedstawiąjącą prawdopodobnie boga urodzaju Hapi, wydobytą oczywiście z morskich fal.

Skoro jesteśmy już w British Museum to warto wspomnieć o wystawie poświęconej Sycylii (por. galeria Sycylia i jej kultura I) ambitnie pokazującej wszystkie najwiażniejsze okresy z historii tego wielokulturowego regionu. Zaczynając od czasów prehistorycznych, poprzez starożytne cywilizacje Grecji i Rzymu, do rozwoju w czasach średniowiecza i wpływów bizantyjskich, normandzkich i islamskich. Wystawa się skończyła, zabytki powróciły do Włoch, a także muzeów w innych krajach, ale pozostał katalog, który jest najlepszym przewodnikiem po historii największej na Morzu Śródziemnym wyspy. Mam wrażenie, że najważniejszą ekspozycją sztuki czasów średniowiecza jest nadal trwająca w Muzeum Wiktorii i Alberta wystawa angielskiego haftu (por. galeria Arcydzieła hafciarstwa angielskiego). To wyjątkowa prezentacja, gdyż bogate zbiory kolekcji własnej uzupełniono o jedyne w swoim rodzaju wypożyczenia. Udało się sprowadzić zabytki z Muzeów Watykańskich, Metropolitan Museum w Nowym Jorku i Muzeum Cluny w Paryżu, ale też ze skarbców kościelnych. Opus Anglicanum, gdyż tak nazywano dzieła mistrzów hafciarstwa z Anglii, był fenomenem w całej średniowiecznej Europie. Obecnie zabytki są wypłowiałe i nadszarpnięte zębem czasu, ale nadal stanowią świadectwo wspaniałości tamtej epoki. Na wystawie zgromadzono nie tylko najlepsze przykłady tkanin, ale też ukazano rozwój haftu w kontekście innych dziedzin sztuki – malarstwa miniaturowego czy innych wyrobów rzemiosła artystycznego.

HIERONIM BOSCH

Rok 2016 w świecie wystaw należał bez wątpienia do niderlandzkiego mistrza Hieronima Boscha, zmarłego dokładnie 500 lat temu. Kiedy pojawiły się zapowiedzi wielkich rocznicowych wystaw w ’s-Hertogenbosch i Madrycie nie przypuszczałem, że będą to dwie różne wystawy. Przecież malarskich dzieł Boscha jest raptem około 20 i prawie wszystkie zostały sprowadzone na obie wystawy. Dlaczego muzea nie były w stanie zgodnie współpracować? Wystawę w Holandii (por. galeria Hieronim Bosch. Wystawa stulecia I) poprzedzał kilkuletni projekt badawczo-konserwatorski. Ostatnie badania wprowadziły spore zmiany atrybucyjne, z którymi specjaliści z Prado się nie zgadzają. Madryckie muzeum, które posiada największą liczbę obrazów Boscha, zdecydowało się wysłać po raz pierwszy do Holandii tryptyk „Wóz z sianem” (por. post Arcydzieło wraca po 450 latach). Jednak w ostaniej chwili odmówiło wypożyczenia dzieł, których autorstwo jest podważane. Większość ważnych dzieł Boscha z wystawy w jego rodzinnym mieście pojechało do Madrytu na zupełnie inną wystawę. W efekcie wystawa Boscha w Hiszpanii (por. galeria Bosch według Prado I) zgromadziła więcej jego obrazów. Czy była lepsza? Trudno powiedzieć. Trzeba przyznać, że obie wystawy były imponujące. Na obu obok dzieł Boscha pojawiły się niezwykle ciekawe zabytki ukazujące jego twórczość w szerokim kontekście. Wystawy przyniosły też dość rzadką sytuację, iż w przypadku kilku obrazów nie mamy aktualnego, jasnego stanowiska dotyczącego atrybucji obrazów. Wydaje mi się, że na większe uznanie zasługuje wystawa w Holandii. Dokładniej przedstawiła zagadnienie rysunku w warsztacie Boscha. Scenografia była bardziej klimatyczna w porównaniu z ascetyczną bielą sal w Prado. A przede wszystkim na uznanie zasługuje niezwykły wysiłek, jaki został włożony w badania i konserwację wielu prac oraz w organizację samej wystawy. W ’s-Hertogenbosch nie ma ani jednego dzieła Hieronima Boscha, a jednak niewielkiemu Noordbrabants Museum udało się na ekspozycji zgromadzić zaskakująco dużą liczbę wypożyczeń. Niewątpliwie obie wystawy były historycznymi wydarzeniami. Pozostał lekki niesmak w związku z brakiem współpracy, ale dzięki niemu odbyły się dwie świetne wystawy.

Zachowanych obrazów Hieronima Boscha jest niewiele, choć za życia był artystą uznanym i jeszcze po śmierci bardzo wpływowym. Zamieszanie związane z rocznicą śmierci uświadomiło, że funkcjonowanie warsztatu Boscha, repliki i kopie, inspiracje jego dziełami to wyjątkowo ciekawe zagadnienia do tej pory w dużym stopniu ignorowane. Muzea wyszukują w swoich magazynach obrazy, które nie są dziełami samego Boscha, ale należą do szerokiej sfery jego oddziaływania. Petersburski Ermitaż odczyścił i pokazuje właśnie swoją wersję głównej kwatery „Ogrodu rozkoszy ziemskich”. W Berlinie trwa pokaz, gdzie obok „Św. Jana na Patmos” autorstwa mistrza eksponowana jest kopia tryptyku „Sądu Ostatecznego” pędzla Łukasza Cranach Starszego. Najciekawszą wystawę poświęconą zagadnieniu oddziaływania Boscha na późniejszą sztukę zorganizowano w tym roku w Hamburgu we współpracy z Muzeami Drezdeńskimi (por. galeria Graficzna tradycja Hieronima Boscha). Dało to dostęp do bogatych zbiorów graficznych, a to właśnie poprzez grafikę w dużej części przenosiły się wzorce czerpane z jego twórczości. Miejmy nadzieję, że tego typu wystaw będzie więcej, bo na następną wystawę twórczości samego Hieronima Boscha nie mamy co liczyć.

RENESANS

Spośród wystaw poświęconych czasom renesansu na wyróżnienie zasługuje próba ukazania kultury całej epoki odrodzenia (por. galeria Metamorfozy renesansowej Europy I). Miała ona miejsce w Zurychu z okazji oddania do użytku nowego skrzydła tamtejszego Muzeum Narodowego. Jest to muzeum o profilu bardziej historycznym niż artystycznym, stąd też wystawa ukazywała ogólnokulturowe zagadnienia, a nie tylko dotyczyła sztuki. Mocny akcent położony został na rozwój drukarstwa, ale też grafiki, której unikalne przykłady wypożyczono z przebogatych zbiorów zuryskiej politechniki (ETH). Gwiazdą wystawy była „Madonna burmistrza Meyera” Hansa Holbeina Młodszego, ale nie zabrakło też wielu innych wyjątkowych dzieł z muzeów całego świata i kolekcji prywatnych m.in. ze zbiorów królowej Elżbiety II oraz XX Liechtensteinu. Wystawa we frankfurckim muzeum Städel dotyczyła wybranego momentu w rozwoju sztuki renesansu – manieryzmu we Florencji (por. galeria Mistrzowie manieryzmu florenckiego I). Bogaty wybór świetnych dzieł, staranna aranżacja (stworzono nawet kopię wnętrza przedsionka Laurenziany projektu Michała Anioła), obszerny katalog czynią z tej wystawy jedno z najbardziej udanych przedsięwzięć w tym roku. Być może nie aż tak efektowna, bo też mniejsza, była wystawa dotycząca malarstwa weneckiego początku XVI wieku (por. galeria Giorgione, Tycjan, Bellini i malarstwo weneckie I) zorganizowana przez Królewską Akademię Sztuk Pięknych w Londynie. Dreszczyk emocji wywoływały słynne dzieła wielkich wenecjan – Giorgiona i Tycjana, na czele z „La Vecchią” autorstwa tego pierwszego, wypożyczoną z weneckiej Akademii. Jednak z równym zaineresowaniem można było oglądać obrazy mniej znanych twórców. Początki Złotego Wieku malarstwa weneckiego to okres intrygujący i tylko można żałować, że wystawa miała tak kameralny charakter.

500 lat temu nie tylko zmarł Hieronim Bosch, ale również z Włoch do Francji przyjechał Leonardo da Vinci. O tym wydarzeniu przypomniała wystawa zorganizowana w ambasadzie włoskiej w Paryżu (por. galeria Leonardo w ambasadzie Włoch w Paryżu). Katalog jej towarzyszący zawiera ostatnio przebadane itinerarium podróży genialnego artysty. Sama wystawa była niewielka, atrakcyjności dodawała jej możliwość obejrzenia pięknych wnętrz ambasady. Z Leonardem jest podobny problem jak z Boschem, obrazów jest bardzo mało i są one pilnie strzeżone przez posiadające je muzea. W Paryżu można było zobaczyć tylko jedno dzieło mistrza – „La Scapiliatę” z Galerii Narodowej w Parmie, piękne studium kobiecej głowy. Trzon wystawy stanowiły dzieła pochodzące z warsztatu Leonarda oraz namalowane przez jego uczniów. Nawet jeżeli nie dorastają klasą obrazom mistrza, to zasługują na większą uwagę historii sztuki (znowu analogia do Boscha).

Ostatnia wystawa dotycząca sztuki renesansu, którą chciałbym zaprezentować, należy do moich tegorocznych faworytów. Aby ją zobaczyć trzeba pojechać do połowy stycznia 2017 roku do Rotterdamu. Sama wystawa przenosi nas do Florencji za sprawą zgromadzonych dzieł Fra Bartolommeo (por. galeria Fra Bartolommeo w Museum Boijmans Van Beuningen). Nikogo nie trzeba przekonywać o znaczeniu sztuki we Florencji na początku XVI wieku. Działali tu Leonardo, Rafael i Michał Anioł, kiedy jednak opuścili stolicę Toskanii najważniejszym malarzem stał się, mocno obecnie zapomniany, Fra Bartolommeo. Po artyście pozostało blisko 1000 rysunków, z czego połowa znajduje się w zbiorach w Rotterdamie. Muzeum Boijmans Van Beuningen nie poszło jednak na łatwiznę, ale starannie je wyselekcjonowało uzupełniając wypożyczeniami z najważnieszych zbiorów rysunkowych na świecie (Uffizi, British Museum, Luwr, Met, Albertina, Berlin). Najtrudniej wypożyczyć dzieła malarskie z czasów renesanu, przeszkodą są względy techniczne, konserwatorskie, ale też czasami ich rozmiary. W Rotterdamie obrazów jest niewiele, ale więcej nie potrzeba. Wystawa ma klarowny układ, wynikający z jej koncepcji, podkreślony świetną scenografią. Wybrane przykłady doskonale ilustrują tajniki warsztatu artysty będącego reprezentantem dojrzałego renesansu.

BAROK

Gdybym musiał się zdecydować, którą wystawę uznać za najlepszą w 2016 roku to chyba bym się zdecydował na prezentację sztuki hiszpańskiej XVII wieku w Berlinie (por. galeria Złoty Wiek sztuki hiszpańskiej I). Na pewno dostarczyła mi największego zaskoczenia swoim rozmachem, wielkością, doborem dzieł. Były na niej i wielkie arcydzieła i mało znane, a ciekawe prace wypożyczone ze słynnych muzeów i zupełnie nieznanych miejsc. Pełna panorama barokowej sztuki hiszpańskiej, uwzględniajaca wszystkie ważne ośrodki, kładąca nacisk na związki pomiędzy malarstwem i rzeźbą, uzupełniona o pokaz rysunków ze zbiorów berlińskich. Wystawę tylko odrobinę uszczuploną można do marca 2017 roku oglądać w Monachium. Na przełomie 2015 i 2016 roku w Amsterdamie miała miejsce wystawa, która również prezentowała hiszpańskich mistrzów (por. galeria Hiszpańskie malarstwo z Ermitażu). W tym przypadku wszystkie dzieła przyjechały z jednego muzeum – petersburskiego Ermitażu. I choć pochodziły z różnych okresów w sztuce to jednak wiek XVII był najpełniej reprezentowany. Skoro jesteśmy przy Hiszpanii to warto wspomnieć o wystawie w Madrycie zbierającej dzieła włoskiego baroku z zbiorów królewskich (por. galeria Włoski barok w Palacio Real de Madrid). Spora ich część przeszła konserwację, wydano solidny katalog (szkoda, że tylko po hiszpańsku). Wiele z tych obrazów było do tej pory mało znanych, gdyż były rozproszone po pałacach i rezydencjach. Teraz zajaśniały należytym blaskiem.

Najsłynnieszym obrazem w zbiorach królewskich w Madrycie jest bez wątpienia późne dzieło Caravaggia „Salome z głową św. Jana”. I tym samym przeszliśmy do następnego wątku barokowych wystaw 2016 roku. Caravaggio to kolejny, po Boschu i Leonardzie, artysta, którego dzieł jest niewlele, a tym samym trudno o zorganizowanie mu wystawy. Ale jego malarstwo było licznie naśladowane przez artystów z wielu stron Europy. Dwie niedawne wystawy dowiodły, że warto bardziej pochylić się nad zjawiskiem caravaggionizmu. Obie uwzględniały kilka obrazów samego Caravaggia, ale ich trzon to prace inspirujących się nim malarzy. Dosyć głośno jest o wystawie caravaggionizmu nadal trwającej w Londynie (por. galeria Caravaggio i caravaggioniści I). Będzie ją można później zobaczyć w Dublinie i Edynburgu. Pozytywne recenzje są w pełni zasłużone. Udało się zaprezentować różne oblicza tego nurtu przy użyciu w większości obrazów pochodzących z brytyjskich kolekcji, ale bardzo starannie dobranych. Odrobinę rozczarowująca jest publikacja towarzysząca wystawie. Choć posiada noty katalogowe o każdym z obrazów, co bardzo lubię, to eseje pozostawiają uczucie niedosytu. Druga wystawa poświęcona caravaggionizmowi odbyła się w Madrycie (por. galeria Caravaggio i malarze z Północy I) i choć była ograniczona do naśladowców pochodzących zza Alp to wcale nie ustępowała poziomem londyńskiej następczyni (tylko dwa obrazy samego Caravaggia powtórzyły się na obu wystawach). To nie koniec zainteresowania caravaggionizmem. W 2017 roku dotrze do Paryża z Nowego Jorku pierwsza wystawa monograficzna najciekawszego malarza francuskiego tego nurtu Valentina de Boulogne (por. galeria Valentin de Boulogne. Francuski Caravaggio? I). A w 2019 roku możemy liczyć na dużą ekspozycję poświęconą holenderskim naśladowcom włoskiego mistrza, która pokazywana zostanie w Utrechcie, a następnie w Monachium.

Tak jak w Rotterdamie zachwycony byłem wystawą Fra Bartolommeo, podobnie duże wrażenie zrobiła na mnie wystawa Herculesa Segersa w Amsterdamie (por. galeria Niesamowity Hercules Segers I). W obu przypadkach to artyści stosunkowo mało znani. Na obu wystawach niewiele jest malarstwa. W przypadku Segersa wynika to z małej liczby znanych nam jego obrazów. Tu analogie się kończą. W Rotterdamie pokazywany jest mistrz renesansowej harmonii, w Amsterdamie niepokojący twórca zapowiadający epokę barokowych kontarastów. Fra Bartolommeo jaśnieje na tle białej scenografii, Herculesa Segersa trzeba szukać w mrokach ekspozycji. Najciekawszą dziedziną jego twórczości była grafika i eksperymenty z nią związane. W Amsterdamie zgromadzono imponującą liczbę odbitek, które tylko w takim nasyceniu pozwalają w pełni docenić innowacyjność autora. Prace prezentują się wspaniale wyeksponowane światłem na tle ciemnych ścian (por. video Hercules Segers exhibition 2016). Z pozostałych monografii poświęconych artystom XVII wieku można wymienić kończącą się w Londynie (a wcześniej pokazywaną w Amsterdamie) wystawę bardzo młodo zmarłego holenderskiego pejzażysty Adriaena van de Velde (por. galeria Adriaen van de Velde i pejzaż I) oraz jeszcze dwie wystawy, które znam tylko z katalogów – francuskiego luministy Georgesa de La Toura w Madrycie (por. galeria Georges de La Tour 1593-1652 I) oraz holenderskiego klasycysty Caesara van Everdingen w muzeum w Alkmaarze (w 2017 roku tę drugą będzie można zobaczyć w Helsinkach).

TEMATY I INSPIRACJE

Okazuje się, że niewiele było (lub mi niewiele udało się zobaczyć) przekrojowych wystaw tematycznych. Jak zwykle na wysokim poziomie była wystawa w paryskim Musée Marmottan Monet, która pokazywała motyw dziecka w różnych epokach (por. galeria Dziecko w malarstwie francuskim I). Zawsze wysoki poziom reprezentują też wystawy w Queens Gallery przy pałacu Buckingham w Londynie. To przestrzeń dedykowana wystawom tworzonym wyłącznie z dzieł z brytyjskiej kolekcji królewskiej. Tematem aktualnej wystawy są przedstawienia artystów w sztuce (por. galeria Wizerunki artystów z królewskiej kolekcji I). Obok wyjątkowych arcydzieł (m.in. genialnego autoportretu Artemisii Gentileschi oraz najsłynniejszego wizerunku Leonarda da Vinci) są na tej wystawie prace skromniejszego kalibru, ale całość stanowi bardzo smakowity kąsek.

Łączenie sztuki dawnej i współczesnej jak wiadomo to rzecz trudna, ale też popularna. W Karlsruhe kończy się właśnie wystawa zestawiająca prace Albrecht Dürer i pochodzącego z Afryki Południowej Williama Kentridge’a (por. galeria Albrecht Dürer / William Kentridge I). Widziałem jej poprzednią odsłonę w Berlinie, która pozostawiła we mnie mieszane, choć raczej pozytwne uczucia. Twórczości Kentridge’a nie można odmówić nawiązań do tradycji sztuki, a nawet bezpośrednich inspiracji Dürerem. Wystawie towarzyszy wnikliwy, ale mało klarowny w swoim układzie katalog. Wszystko razem oscyluje pomiędzy inspirującym a irytującym. W przypadku drugiej wystawy, którą w tym miejscu chciałem wymienić, Albrecht Dürer zajmuje również centralne miejsce. Dosłownie. Inspiracja polega tu jednak na czymś zupełnie innym. Wiedeńskie Kunsthistorisches Museum po raz drugi zaprosiło uznanego współczesnego artystę, aby stworzył wystawę opierającą się o zbiory własne muzeum. W tym roku jest to brytyjski rzeźbiarz Edmund de Waal (relacja na ‚artdone’ wkrótce), który przygotowywał swoją ekspozycję przez 3 lata, wielokrotnie odwiedzając Wiedeń. Punktem wyjścia była wizja Albrecht Dürer, a właściwie jego sen, o potopie zalewającym świat. Renesansowy artysta przedstawił go i opisał w jednym ze swoich szkicowników. Już dla zobaczenia oryginału tej akwareli warto wybrać się na tę wystawę. Ale nie tylko. Apokaliptyczna wizja stała się inspiracją dla mrocznej prezentacji (w sensie scenografii, ale też klimatu) składającej się z intrygujących dzieł wyszukanych częściowo przez Edmunda de Waala w magazynach muzealnych. Dominują przykłady rzemiosła artystycznego o skomplikowanych formach kontastujących z minimalistyczną twórczością samego artysty. Jego własna praca skromnie kryje się w ciemnościach ekspozycji, złowrogo dopełniając jej przekaz. To niewątpliwie jedna z moich ulubionych wystaw roku 2016, dowód, że takie eksperymenty warto przeprowadzać.

WYSTAWY W POLSCE

Na koniec dwa słowa o wystawach polskich. Nie na wszystkie, które chciałem zobaczyć, udało mi się dotrzeć, ale niewątpliwie numerem jeden w 2016 roku była dla mnie wystawa renesansu włoskiego w Muzeum Narodowym w Warszawie (por. galeria Renesans na północy Włoch I). Ja wiem, że polska publiczność spragniona jest dzieł słynnych artystów. W tym przypadku było ich jak na lekarstwo, tylko mniej znany obraz Rafaela pasował do tej kategorii i mógł zachwycić każdego. Jednak na wystawie nie brakowało świetnych obrazów, choć mniej popularnych malarzy. Bogaty wybór prac Sofonisby Anguissoli, obrazy Lorenza Lotta, Moretto da Brescii, Giovanniego Battisty Moroniego czy świetne płótno Dosso Dossiego pochodzące z kolekcji Lanckorońskich to szczególnie jasne punkty tej wystawy. Raz jeszcze okazało się, że w polskich zbiorach są perełki, które nie tracą blasku zestawione z obrazami wypożyczonymi z zagranicy. Bardzo udanym pomysłem było uzupełnienie ekspozycji przykładami renesansowego rzemiosła ze zbiorów MNW. Szkoda tylko, że nie udało się wydać wersji katalogu w języku angielskim. Jego forma graficzna też nie bardzo przypadła mi do gustu, no może przede wszystim okładka. Jednak palmę pierwszeństwa przyznaję tej wystawie przede wszystkim za koncepcję. Pokazywała ona niezwykle ciekawe, choć mniej znane, środowisko artystyczne renesansowych Włoch. Miałem okazję, dzięki udziałowi w programie edukacyjnym towarzyszącym wystawie, poznać ją dość dokładnie. To była wystawa, której nie powstydziłoby się żadne dobre muzeum europejskie. Dla równowagi trzeba wspomnieć, że i Muzeum Narodowe w Krakowie zaproponowało w wakacje ambitne przedsięwzięcie poświęcone ikonografii maryjnej z wieloma wypożyczeniami zagranicznymi (por. galeria Maria Matka Miłosierdzia I).

Na koniec pierwszej części przeglądu zostawiłem wystawę również z Muzeum Narodowego w Warszawie zatytułowaną „W muzeum wszystko wolno” (por. galeria Dzieci kuratorami wystawy I), którą uważam za mocno niedocenioną pod względem merytorycznym. Dlaczego był to wyjątkowy projekt udawiadniałem już kiedyś na ‚artdone’ (por. post Wystawa dla dorosłych).

albrecht-durer-dream-vision-1525-kunsthistorisches-museum-khm-vienna

Reklamy