Tagi

, ,

por. galeria Między Madrytem a Bazyleą I

Czy dialog jest potrzebny, czyli kilka pytań prosto z Bazylei.

Wygląda na to, że zamiast pisać o wielkich i ważnych wystawach, które ostatnio widziałem (w Londynie – Hockney i sztuka radziecka 1917-1932, w Zurychu Kirchner [por. galeria Ernst Ludwig Kirchner. Okres berliński I], w Bazylei Monet [por. galeria Claude Monet. Światło i kolor I]) – poświęcę kilka słów wydarzeniu dużo mniejszej rangi. I choć wymienione wystawy zasługiwałyby dużo bardziej na recenzję, to wystawa „¡Hola Prado! Dwie kolekcje w dialogu” (por. galeria Między Madrytem a Bazyleą I) skłoniła mnie do kilku refleksji, którymi chciałbym się podzielić. A właściwie zadać pytania, na które nie do końca sam znam odpowiedzi. Miałem przyjemność uczestniczyć w otwarciu wystawy zorganizowanej przez Muzeum Sztuki w Bazylei we współpracy z madryckim Prado. Piszę przyjemność, choć nie jestem szczególnym miłośnikiem takich imprez. Wernisaż składał się z trzech wystąpień, następnie wina i czipsów. Jednak nastrój panujący w czasie przemówień znacząco różnił się od tego co sobie zwyczajowo wyobrażamy. Każdy z prelegentów, przy okazji przekazania merytorycznych informacji o wystawie i jej organizacji, potrafił wywołać śmiech publiczności. Nie były to salwy śmichu, ale było to świadectwo lekkości przemówień, a przede wszystkim uwagi i zasłuchania publiczności. A to rzecz wyjątkowa przy takich okazjach.
Wystawa „¡Hola Prado!” jest rewanżem za wypożyczenie w 2015 roku do Madrytu 10 najlepszych obrazów Picassa z kolekcji w Bazylei, które prezentowane były w Wielkiej Galerii Prado (por. galeria 10 x Picasso). Było to możliwe w związku z rozbudową Kunstmuseum i jego czasowym zamknięciem. Teraz 26 obrazów z Hiszpanii, od późnego średniowiecza do czasów Oświecenia, pokazywanych jest w niedawno otwartym skrzydle muzeum w Bazylei. Zostały one uzupełnione o dzieła wybrane z kolekcji własnej. W większości dobrano je w pary, które mają wejść ze sobą w tytułowy dialog. W efekcie powstała średniej wielkości wystawa, o której plusy i minusy chciałbym się zapytać. Wybór oddaje charakter obu kolekcji. Obrazy sprowadzone z Madrytu to głównie dzieła włoskich oraz hiszpańskich mistrzów renesansu i baroku. Bazyleę reprezentuje przede wszystkim malarstwo północne. Są wyjątki odwracające ten porządek. Dla przykładu wizerunek Georga Zorera autorstwa augsburskiego portrecisty Christophera Ambergera pochodzi z kolekcji Prado, a dwa obrazy hiszpańskie ze zbiorów Kunstmuseum. Jakie znaczące dzieła przyjechały z Hiszpanii? Zacząć trzeba od Tycjana na czele z „Alegorią Religii”, znany Velázquez i mało znany, za to duży Goya. Ze strony szwajcarskiej trzeba wymienić wczesnego, ale ważnego Rembrandta i przede wszystkim dzieła Hansa Holbeina Młodszego, z których Bazylea słynie. Na tym właściwie kończą się znane nazwiska. Oczywiście nie kończą się dobre obrazy, obie kolekcje mają zbiory na najwyższym poziomie. Nie zawsze nazwiska są najważniejsze. Takie wystawy to okazja, aby zwrócić uwagę na interesujące obrazy mniej znanych artystów. Przykładem może być świetne „Boże Narodzenie” prekursora baroku Frederico Barocciego, być może jego najbardziej popularny obraz. W portrecie jak zwykle trzyma poziom Giovanni Battista Moroni, a w martwej naturze Sebastian Stoskopff. W tym ostatnim gatunku prawdziwym arcydziełem jest obraz Felipe Ramíreza, oddający doskonale klimat hiszpańskiego baroku. Ucieszył mnie też wybór obrazu nieznanego francuskiego malarza przedstawiający personifikację chrześcijańskiej duszy przyjmującej na swoje ramiona krzyż. Ikonografia tego obrazy przyciągnęła mój wzrok w zeszłym roku na ekspozycji stałej w Prado. Jest to tak zadziwiające przedstawienie, że mimo anonimowego autora wybija się na tle tej ogromnej kolekcji. Wymieniłem kilka przykładów, bo tego typu wystawa jest okazją do wyłapania dzieł oryginalnych, interesujących z różnych powodów. Wiele spełnia to kryterium. Taka wystawa jest też okazją zobaczenia na wyjeździe arcydzieł przynoszących dreszczyk emocji nazwiskiem autora. Jak to się mówi – arcydzieł, znanych i lubianych. Trochę mi tego na tej wystawie brakuje. Mam wrażenie, że ostatnie prezentacje kolekcji Prado w Ameryce i Australii trochę więcej tego dreszczyku przynosiły (por. galeria Prado World Tour). A do Szwajcarii z Hiszpanii przecież aż tak daleko nie jest.

Najjaśniejszą stroną wystawy powinna być w tym przypadku realizacja jej koncepcji. Skoro brakuje arcydzieł, można skupić się na obrazach mniej znanych. Wybór dzieł ciekawych, które można ze sobą w zaskakujący sposób zestawić, daje duże możliwości. Czy aby na pewno? Zacznijmy od najbardziej ekscytującego połączenia tej wystawy. „Martwy Chrystus” Hansa Holbeina Młodszego zawisł obok „Baranka Bożego” Francisco de Zurbarána. Choć to różne epoki i sposoby obrazowania, to w obu przypadkach mamy mocny, właściwie wstrząsający przekaz. Dwa fascynujące dzieła dwóch wybitnych twórców. Jakby tego było mało do tej pary dodano jeszcze dwa obiekty. Studium przedstawiające owieczkę Holbeina oraz „Ukrzyżowanego Chrystusa z malarzem”, którym jest sam Zurbarán. Rysunek można uznać za rodzaj ciekawostki, za to niezwykły autoportret artysty jest wyjątkowy sam w sobie. Dopełnia parę obrazów, przed którymi my jesteśmy postawieni tak jak malarz trwa pod krucyfiksem. My kontemplujemy malowidła, tak jak Zurbarán wpatruje się w twarz umęczonego Zbawiciela.

Jakie jeszcze zestawienia można wymienić? Które wiszące obok siebie obrazy przyciągną naszą uwagę? „Święty Hieronim” Lorenza Lotta sąsiaduje z tym samym tematem ukazanym przez Hansa Memlinga. Nie odbiera to oryginalności ekstazie ukazanej przez włoskiego mistrza, ale służy wyłącznie porównaniu malarstwa Południa i Północy. I to na przykładzie malarzy żyjących w różnym czasie. Układ wystawy jest tematyczny, portrety zestawione są z portretami, pejzaże z pejzażami, martwe natury z martwymi naturami. I zazwyczaj niewiele z tego wynika. Chwilę się zastanawiałem co łączy „Chustę św. Weroniki” Jacopo Amigoniego z „Bożym Narodzeniem” Hansa Baldunga Griena. Połączenie wydaje się bardzo oryginalne, ale odpowiedź jest prosta – putta, czyli znowu nie wychodzimy poza dość płytką ikonografię. Wyjątkowo zirytowało mnie zestawienie „Ecce Homo” Tycjana z „Biczowaniem” Holbeina. W pierwszej chwili wydaje się ciekawe, dwaj wielcy twórcy w tematyce pasyjnej. Obraz wenecki (nie przeszkadza mu to, że jest uznawany za częściowe dzieło warsztatu) to przykład późnej twórczości mistrza. Obraz Holbeina powstał w Bazylei, kiedy ten dopiero zaczynał karierę. Gdyby były dwa późne obrazy, lub dwa wczesne, ale tak? Co z tego wynika? Zestawienie obrazów narracyjnych Rembrandta i Murilla wydaje się być przykładem porównania formalnego – dwa małe, tłoczne obrazy dwóch barokowych malarzy. Jakieś głębsze wnioski? Jakikolwiek dreszczyk? Mnie zainteresowało jeszcze powieszenie obok siebie 4 obrazów przedstawiających Św. Jana Ewangelistę. Choć obraz z warsztatu El Greca pasuje tu jak pięść do nosa, to do barokowych obrazów nic nie mam – ładnie zestawione. Ale mnie i tak najbardziej przyciągnął obraz łączony z warsztatem Leonarda da Vinci. Mimo, że tak jak większość dzieł naśladowców mistrza dość paskudny.
Coś tam jeszcze by się znalazło, kilka par może skłonić do pewnych refleksji. „Martwy Chrystus” i „Agnus Dei” wybijają się szczególnie. Gdyby takich konfiguracji było więcej. Czy zaszwankowała zbyt prosta koncepcja? Czy jej wykonanie? Zbyt obszerne potraktowanie tematu? Te pytania pozostawiam otwarte. Tylko dodam, że nie przekreślam tej wystawy zupełnie, widzę sporo jej pozytywów. Rozumiem też, że jest to wystawa ‘oszczędnościowa’, kiedyś już na ten temat na ‘artdone’ pisałem (por. post Bezbarwnie w NGL). Takie też są potrzebne. Towarzyszy jej bardzo zgrabny katalog, niedrogi (co też jest ważne), ale ma się wrażenie, że podwójnie omawiane dzieła mogłyby być omówione oddzielnie. I nic by się nie stało. Wzbudził za to moje wątpliwości tytuł wystawy. Unika szczęśliwie określenia ‘arcydzieła z…’, zresztą w tym przypadku niezbyt byłoby to na miejscu. Jednak uważam go za wyjątkowo banalny. Odpowiedź otrzymałem na wernisażu, tytuł wymyślony został przez szefa działu marketingu. Nikt mnie nie musi przekonywać jak ważny jest to dla każdego muzeum dział. Ale może jednak tytuły niech nadają autorzy wystaw? Kurator na otwarciu skomentował go dowcipem, ale mam wrażenie, ze też nie był zachwycony. Jeżeli ktoś odwiedzi Bazyleę w wakacyjnym okresie to polecam wizytę na wystawie „¡Hola Prado!”. Warto wyrobić sobie własne zdanie i zobaczyć sporo ciekawych prac. A podróżujących do Madrytu ostrzegam, że w Prado brakuje kilku obrazów, jednak nie tych najważniejszych.

¡Hola Prado! Zwei Sammlungen im Dialog¡Hola Prado! Two Collections in Dialogue – 08.04.2017-20.08.2017 – Kunstmuseum Basel, Bazylea

Advertisements