Tagi

por. post Szum kontra artdoneWystawa finałowa 19. i 20. konkursu Artystyczna Podróż Hestii, widok wystawy / exhibition view, Muzeum nad Wisłą, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (MSN), Warszawa / Warsaw, foto: artdone

Na sztandarach młodzi artyści, czyli o współczesnym mecenacie w świecie sztuki i jak się go traktuje.

Ostatnio zbulwersowała mnie pewna sprawa, która związana jest z funkcjonowaniem świata sztuki – sztuki polskiej i to bardzo współczesnej. Od razu mogę powiedzieć, że nie jestem jakoś specjalnie na bieżąco z tym co dzieje się w rodzimych galeriach wystawiających młodych artystów. Zdarza mi się gdzieś zajrzeć, może i bym chciał częściej, ale doba ma niestety 24 godziny. Orientowanie się w wystawach muzealnych na świecie oraz w Polsce i tak zabiera mi sporo czasu – czego dowodem jest ‘artdone.pl’ – więc czuję się rozgrzeszony. Jednak pomyślałem, że skoro mam własną stronę o sztuce, to może warto napisać o tym, co mnie tak zbulwersowało. Sprawa wydaje się dość prosta, w sumie będzie o dwóch postach na Facebooku. Jednak wnioski, które z niej wypływają są dużo poważniejsze, dotyczące podstaw funkcjonowania tzw. „art worldu” w Polsce. Może o nim aż tak wiele nie wiem, ale jak się przekonacie wystarczy w tej sprawie odrobina zdrowego rozsądku.  

Na początek, dla ułatwienia, przedstawmy dramatis personæ tej historii. Momentami rzeczywiście będzie dramatycznie, chciałbym napisać, że komicznie, ale niestety głównie tragicznie.

  • Karolina Plinta – zastępczyni redaktora naczelnego magazynu „Szum”, a właściwie jej wpis na Facebooku
  • Artysta / student – którego personaliów nie ujawniam (co jeszcze uzasadnię) i jego zbiórka pieniędzy na portalu zrzutka.pl
  • „Szum” – magazyn poświęcony sztuce współczesnej, w sumie to profil na Facebooku
  • Sopockie Towarzystwo Ubezpieczeń ERGO Hestia SA – tego chyba nie muszę tłumaczyć (na razie)
  • Artystyczna Podróż Hestii – fundacja, która w imieniu ERGO Hestii „prowadzi program mecenatu artystycznego” (to ze strony APH), zaraz o tym będzie więcej

Jeszcze dla jasności wyjaśnijmy za Słownikiem Języka Polskiego, co oznacza słowo mecenas: „osoba lub instytucja wspierająca rozwój sztuki, literatury i nauki”. Wikipedia dopowiada jeszcze „udziela wsparcia finansowego artystom, instytucjom kulturalnym lub naukowym. Obdarowywani, w zamian, sławili we własnych dziełach swych dobroczyńców.” To też jeszcze nam się przyda.

Wyprzedzając domorosłych detektywów muszę napisać, że prezeską Fundacji APH jest Magdalena Kąkolewska, z którą mam przyjemność od ponad roku prowadzić wykłady online Sztuka we dwoje. To teraz taka przerwa na reklamę, bo te spotkania powrócą po wakacjach, więc zapraszam. Jakoś tak się składa, że oboje lubimy sztukę i lubimy o niej opowiadać. Czy jednak moje zbulwersowanie poniższą historią jest tylko wynikiem sympatii dla zespołu Fundacji APH? Za chwilę będzie można ocenić. Fundacja Artystyczna Podróż Hestii organizuje konkurs dla studentów uczelni artystycznych w Polsce. Robi też wiele innych rzeczy jako mecenas, ale konkurs jest kluczowy dla mojej opowieści. Odbywa się on od 2002 roku i właśnie mieliśmy jego 20. jubileuszową edycję (por. galeria Dwa finały konkursu APH w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie I), jednak dość specyficzną. Zazwyczaj jest tak, że spośród zgłoszonych prac wyłaniani są finaliści, ich prace prezentowane są na wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, a pod koniec jej trwania ogłaszani są laureaci. Główna nagroda to miesięczna rezydencja artystyczna w Nowym Jorku, a druga to rezydencja w Europie. Wcześniej była to Walencja, ostatnio jest Wilno. W różnych edycjach pojawiają się dodatkowe nagrody. Zeszłoroczna 19. edycja konkursu była pechowa, wyłoniono finalistów, ale zorganizowanie wystawy, a także wyjazdy rezydencjonalne nie były możliwe. Coś takiego jak covid się pojawiło i ogólnie wszystkim nam życie poprzestawiało. Zamiast tego każdy z finalistów brał udział w projekcie Okno, który był odpowiedzią na sytuację pandemii. Każdy wykonał pracę i dostał za to honorarium, to tutaj ważny szczegół. W efekcie na wystawie w tym roku zaprezentowano finalistów obu edycji i przyznano nagrody, tak jakby to był jeden rok. Dodatkowo wyróżniono jeszcze pięć osób, które pojadą na tygodniowe warsztaty. Choć w zeszłym roku nagród nie przyznano, to w sumie każdy finalista z obu edycji miał szansę pojechać do Nowego Jorku. Kłopot w tym, że to konkurs i nie każdy pojedzie, bo jest jeden wygrany. Laureatów ogłoszono 11 czerwca i tutaj rozpoczyna się nasza historia rodem z mediów społecznościowych.

12 czerwca Karolina Plinta publikuje na swoim profilu post dotyczący konkursu APH. Profil prywatny, ale jednak publiczny, bo każdy może sobie zajrzeć. No i każdy wie jakie stanowisko pełni Karolina Plinta. Znaczy ja do tej pory nie wiedziałem, ale się dowiedziałem. Co jest w tym wpisie? Zaczyna się przyjemnie, że warto się jeszcze wybrać na wystawę, bo jest tam „dużo fajnych, zaangażowanych społecznie, krytycznych i ciekawych formalnie prac”, generalnie „artyści i artystki dają radę”. To miło, że Pani Krytyk ma tak pozytywną opinię o pracach najmłodszego pokolenia, prawda? Tutaj sielski nastrój się kończy i czytamy, że sama Hestia „nie daje rady”, ponieważ (zachowuję oryginalne słownictwo, za które z góry przepraszam Czytających, ale cytat ma swoje prawa) „to po prostu jak zwykłe chujanie artystów/ek, zbijanie sobie na nich kapitału po kosztach, brandzlowanie jubileuszem przy jednoczesnym chowaniu kasy do kieszeni”. To nie koniec inwektyw, bo później czytamy jeszcze o „Hestii, która w obliczu pandemii artystom nie tyle pomaga, co po prostu pokazuje im środkowy palec”. Myślicie, że ten wpis to tylko wulgarny atak? Hejt rodem z Facebooka? Otóż jest tego więcej. Wpis Karoliny Plinty ma pchnąć „bezwolne środowisko” i „straumatyzowanych artystów i artystki” do działania skoro „mecenas kapitalista” robi ich „w bambuko”. Karolina Plinta na czele krucjaty, ze sztandarem, na którym powiewają młodzi artyści i artystki. Wiemy już kto jest wrogiem. Zapytacie, w jaki sposób ERGO Hestia „zbija kapitał po kosztach na artystach/kach”? Oczywiście chodzi o to, że w zeszłym roku nie zostały przyznane nagrody. Pani Karolina, zastępczyni redaktora naczelnego „największego magazynu o sztuce w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej” postanowiła pomóc artystom i artystkom, którzy „podczas pandemii znaleźli się w krytycznej sytuacji finansowej i egzystencjalnej”.

Jeden wpis na Facebooku, nawet tak wpływowej osoby w polskim świecie sztuki, można by było zignorować. Może miała słabszy dzień, może się nie zastanowiła, każdemu się zdarza. Rzucanie wulgaryzmami świadczy o poziomie piszącego, co nam do tego? No właśnie, dlaczego to ważne dla mnie i dla Ciebie Czytelniku, który jak mniemam interesujesz się w jakiś sposób sztuką? Znaczące jest to, co wydarzyło się pod tym wpisem, masa lajków, lawina komentarzy. Niestety wiele na podobnym poziomie, przecież to Facebook, królestwo hejtu. Krytycy, kuratorzy, właściciele galerii. Komentarzy przybywa, ale nie udało mi się do tej pory znaleźć ani jednego, w którym bym przeczytał „Karolino, ale oni fundują rezydencje, stypendia, finansują prace, organizują wystawy, wydają katalogi młodym artystom, angażują się w edukację o sztuce, mamy covid, przez który wiele rzeczy było odwołanych i nie mogło dojść do skutku”. Mógłbym tutaj zacytować rzeczywiste komentarze, ale niech ich poziom odda wyrwane z kontekstu zdanie, które pisze pod swoim postem sama autorka: „Bardzo słabe jest to, że jak widać szukasz każdej okazji i chwytasz się najbardziej śliskich sposobów, żeby nam dopiec i wylać na stare koleżanki i kolegów kolejną porcję szlamu”. Nie wiem o co i kogo chodzi i nie chcę wiedzieć. Taki to poziom. Każdy komentujący robi to zazwyczaj pod swoim nazwiskiem, więc tylko można się dziwić. Ale to nie koniec problemu. Wśród lajkujących, czyli innymi słowy wyrażających swoje poparcie, są finaliści konkursu APH oraz nawet tacy, którzy po prostu dostali pieniądze jako artyści od fundacji APH w ramach jej działalności statutowej. Zostańmy przy konkursie. Dzięki pieniądzom ERGO Hestii 30 młodych artystów, jeszcze studentów, pokazało w tym roku swoje prace w jednej z najważniejszych instytucji zajmujących się sztuką współczesną w Polsce. Wydany został katalog z ich pracami – tak zgadliście – za pieniądze ERGO Hestii. Mogło się wydawać, że nagrody są tutaj najważniejsze, otóż nie. W sztuce liczy się, aby być zauważonym, aby pojawiło się nazwisko, aby ktoś zobaczył pracę artysty, aby miał szansę się nią zainteresować. Praca pojawia się na wystawie i do pracowni artysty przychodzi klient, który od razu kupuje dwie inne, następną kupuje bank do swojej kolekcji, dzwoni redaktor ze znanego kolorowego pisma, że jest zainteresowany młodym artystą, a potem jeszcze bardzo znana osoba, że też by chciała coś kupić. A jak ona już kupi i inni się dowiedzą to dopiero będzie… Niemożliwe? Właśnie z drobnymi zmianami dla zachowania anonimowości opisałem konkretną sytuację z tego roku. Tak się dzieje po tym, kiedy artysta został finalistą konkursu APH. Może i nie znam zbyt wielu osób z tzw. środowiska, ale swoje źródła mam. Czyli to o to chodzi, kiedy czytamy na stronie APH: „mamy nadzieję, że nasze działania nie tylko ułatwią artystom wejście na rynek sztuki, ale też wzbudzą publiczną dyskusję o kondycji, doświadczeniach i obawach młodej generacji twórców.” No to mamy publiczną dyskusję. Artysta rozpoczynający swoją karierę, jeszcze nie wie, że prawdopodobnie jest to jedyny raz kiedy jego praca została pokazana w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Dzięki konkursowi APH. Kiedy skończy studia ów świat sztuki, krytycy, kuratorzy się po prostu na niego wypną. Łącznie z Karoliną Plintą, która teraz tak dzielnie staje w obronie młodych artystów. Tutaj moim zdaniem jest najgorszy aspekt tej sprawy. Wpis Karoliny Plinty wpada na podatny grunt. Jesteśmy oszukani? Huzia na zgniłego kapitalistę, który nie dał nam tego co nam się należy. Czy nikt nie widzi, że to retoryka z czasów PRL-u? Bo nam się należy! Nic się nie należy, a na pewno nie od ERGO Hestii. Kolejnym paradoksem jest to, że magazyn „Szum”, w którym pracuje Karolina Plinta jest patronem medialnym konkursu. Czy można powiedzieć, że APH zapewnia sobie w ten sposób recenzję wystawy w magazynie? Nie, ponieważ omówienie konkursu artystycznego o 20-letniej tradycji i tak powinno się znaleźć w „Szumie”. Specjalnie dużo konkursów, które wyłuskują młodych artystów nie ma. Czy APH kupuje sobie przychylność opiniotwórczego magazynu wchodząc z nim w umowę patronacką? Z tej opowieści wynika, że nie za bardzo. Nie wynika to też z recenzji ostatniej wystawy w „Szumie”, gdzie Aleksy Wójtowicz pisze „akustyka Pawilonu jest bezlitosna, dźwięk kilku prac (nawet tych odległych od wejścia) nakłada się na siebie, tworząc kakofonię, która towarzyszy osobie zwiedzającej już od początku ekspozycji”. Jest jeszcze o tym, że brakuje informacji, czy można wejść w interakcję z daną pracą. Z tym drugim w pełni się zgadzam, z tym pierwszym można dyskutować. Wiem jakim problemem w aranżacji wystaw są prace z elementem akustycznym, sporo już takich wystaw widziałem. Aleksy Wójtowicz konkluduje „Jest to rzecz warta przemyślenia przez organizatorów w następnych edycjach.” Można mieć krytyczne uwagi? Można. Tylko, że na konstruktywną krytykę mało kto zwraca uwagę. Dużo lepiej medialnie sprawdza się ogłoszenie krucjaty przeciwko wspólnemu wrogowi. Na Facebooku recenzja z wystawy ma 22 lajki, a wpis Karoliny Plinty ma ich ponad 130.

Wróćmy jeszcze na chwilę do młodych artystów, którzy znaleźli się wśród lajkujących nieszczęsny wpis Plinty. Zaczynają dwoją drogę artystyczną i o pewnych mechanizmach po prostu nie wiedzą. I ja to rozumiem. Mam tutaj własną anegdotę. W 2016 roku zamieściłem na mojej stronie zdjęcia z wystawy finalistów 15. edycji konkursu APH (por. galeria Artystyczna Podróż Hestii 2016). Otagowałem wszystkich uczestników, a nawet wpisałem ich nazwiska przy odpowiednich zdjęciach, czego zazwyczaj tego nie robię. Po jakimś czasie dostałem maila od jednego z uczestników, że sobie nie życzy, aby zdjęcie jego pracy było na mojej stronie. Nawet się nie zastanawiałem, czy formalnie ma prawo takie żądanie wysuwać. Skasowałem zdjęcie i stąd w galerii jednego brakuje. Może mu przeszkadzało, że pojawiło się obok zdjęć wystaw w Luwrze czy Tate Modern? A może nie chciał, aby jego praca była uwieczniona na wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej? Kto to wie.

Teraz będzie o innym uczestniku, ale tegorocznej wystawy. Nasz bohater utworzył po wystawie konkursowej składkę na portalu zrzutka.pl. Dlaczego? Bo nie ma na koszty transportu swojej pracy, gdyż „organizatorzy konkursu nie przewidzieli budżetu na transport”. Potrzebne mu jest 19 złotych, w chwili pisania tego tekstu miał już 166 zł, czyli 873% zamierzonego celu. Tak hojni są jego darczyńcy. Będzie więc też dla innych uczestników wystawy, którzy mają podobny problem. To deklaracja z tekstu towarzyszącego zbiórce, który chyba miał być zabawny, ale mnie jakoś nie śmieszy (pełen tekst poniżej, podobnie jak wpis Karoliny Plinty). Na czym polega problem? W regulaminie konkursu czytamy: „Uczestnicy ponoszą wszelkie koszty związane z przygotowaniem i dostarczeniem prac konkursowych Organizatorowi” oraz dalej „Uczestnik zobowiązany jest do odbioru prac na własny koszt w możliwie jak najkrótszym czasie od zakończenia wystawy”. Do tego odnosił się Aleksy Wójtowicz w recenzji pisząc: „Nawet klasyczne formy wypowiedzi artystycznej, takie jak malarstwo czy rysunek, w znacznej większości opierają się na skromnych formatach płócien i arkuszy papieru. To prace tworzone już z zamysłem łatwego transportu, dla których nie trzeba konstruować osobnych skrzyń, a w razie potrzeby można zwinąć w rulon i minimalizując koszty wysłać dalej, w świat lub przynajmniej w Polskę. I to raczej przesyłką konduktorską bądź samochodem znajomych; młodzi mogą też wziąć sprawę we własne ręce i korzystając z dobrodziejstwa studenckiej zniżki na komunikację kolejową dostarczyć ją osobiście. A zważywszy znaczną liczbę prac wideo – można po prostu wysłać plik mailem.” Piękny i długi opis! Ujmę to inaczej. Drogi Młody Artysto, jeżeli myślisz o wzięciu udziału w konkursie APH, a częścią Twojej pracy jest słoń to się zastanów, czy jesteś w stanie go dostarczyć na wystawę, a potem go z niej zabrać. Bo jeżeli weźmiesz udział w konkursie to się do tego zobowiązałeś („Osoby biorące udział w Konkursie, poprzez zaakceptowanie oświadczenia zawartego w formularzu zgłoszenia do Konkursu, potwierdzają zapoznanie się, akceptację i przyjęcie do stosowania, postanowień niniejszego Regulaminu”). Oczywiście, że by się chciało, aby młodzi artyści mieli nieograniczoną możliwość tworzenia swoich prac. Jednak organizacja konkursu i wystawy mają swoje prawa. Są sprecyzowane w regulaminie. Nie piszę nazwiska zbierającego 19 zł artysty, choć je łatwo znaleźć. Nie piszę nazwiska artystki, która żaliła się w mediach społecznościowych, że musiała swoją pracę oddać na złom, bo nie miała na transport (a screena z tym można znaleźć oczywiście pod postem Karoliny Plinty). Nie piszę nazwisk młodych artystów, bo to trochę tak jakbym palcem pokazał, kto nie umie czytać ze zrozumieniem. W jednym z facebookowych komentarzy pada takie zdanie: „Nie wiem co jest w regulaminie a czego nie ma, ale to że nie są państwo w stanie zapłacić młodym artystom za odesłanie ich prac po wystawie i zaprosić ich na otwarcie to skrajna żenada.” Rzeczywiście, gdyby to było 19 zł x 30 uczestników, to Fundacja APH nie miałby pewnie z tym problemu. Transport słonia kosztuje więcej. Teraz zacytuję odpowiedź Mai Wolniewskiej z APH na ten komentarz: „Wszyscy finaliści zostali zaproszeni na finał konkursu – każda osoba miała zagwarantowany nocleg, wyżywienie (zarówno w hotelu jak i podczas spotkań z jury), finaliści zostali także zaproszeni na imprezę pokonkursową, otrzymali katalog, dokumentację fotograficzną z wystawy oraz zdjęcia swojej własnej osoby na użytek własny.”. Nie ma tutaj mowy o pokryciu kosztów podróży. Dlaczego? Bo mamy do czynienia z mecenasem, a nie dojną krową, która ma nielimitowaną ilość mleka w wymionach. Co więcej mecenas ustala swoje zasady i ma do tego prawo. Zawsze tak było i nie bardzo widzę powody, aby to się zmieniło w odniesieniu do sztuki współczesnej. Jeżeli ktoś się na te zasady nie zgadza, to po prostu nie korzysta z łaskawości mecenasa. Nikt do nikogo nie ma wtedy pretensji.

Ostatnie cytowane komentarze pojawiły się już nie pod wpisem na profilu Karoliny Plinty, ale na facebookowym profilu magazynu „Szum”, który udostępnił zrzutkę na 19 zł. Opatrzył to następującym komentarzem: „APH już za nami, czas posprzątać po konkursie… jeden z uczestników, [tutaj pada nazwisko finalisty konkursu], prosi o pomoc 🙈”. Jeszcze bardziej kuriozalny jest komentarz, który „Szum” umieszcza pod własnym postem: „Dzień dobry, dziękujemy za wypowiedzi. „Szum” ceni APH, ale też nie widzi powodu, aby nie dyskutować o kwestiach spornych. Fakt istnienia regulaminu – zdaniem wielu artystów i artystek niekorzystnego – z pewnością nie jest takim powodem. Do ew. dyskusji nad APH zaprosimy – jak zawsze – wszystkie strony sporu. A wypowiedzi naszych redaktorek/ów na prywatnych kontach są takimi właśnie – jak w każdej redakcji. W ogóle rzadko zajmujemy oficjalne „stanowisko” w jakiejś sprawie. Również fakt podlinkowania czegoś na fb nie oznacza poparcia. Nie planujemy też organizacji żadnego konkursu. Życzymy dobrego weekendu!”. Zorientowali się, że jednak coś jest nie tak? Zdanie o organizacji konkursu jest odniesieniem do komentarza „Oooo, Szum szykuje się do swojego konkursu i kosi rywali? Oby nagrody były godne!”. Wpisu Karoliny Plinty nie komentowałem, bo ani ja ją znam, ani nie widzę powodu, aby się do takiego poziomu zniżać. Jednak przy wpisie „Szumu” nie zdzierżyłem i skomentowałem. Szczęśliwie tutaj zaczęły się pojawiać głosy rozsądku, a i pracownicy APH próbowali prostować różne komentarze. Dlaczego tych głosów rozsądku jest tak mało? Bo kto związany z „art worldem”, który z artystów wystąpi przeciwko wpływowemu pismu i jego redaktorce? Bardzo nieliczni. Ja nie mam z tym problemu. Na przychylną recenzję mojej wystawy w „Szumie” nie liczę. Ale przecież „Szum” zachęca do dyskusji. Co więcej będzie zapraszał do dyskusji nad APH wszystkie strony sporu. Jak miło. Tak jak ten weekend w życzeniach. Redakcjo „Szumu”, chyba coś się Państwu pomyliło. Nie jesteście tutaj sprawiedliwym mediatorem sporu, który wywołała pracująca u Was redaktorka. Nic Wam do tego jakie reguły ma konkurs APH. Kto te reguły ustala? Mecenas, który daj pieniądze. „Szum” jest – przypomnę – patronem medialnym konkursu. Znaczy to, że zapoznał się z tymi regułami, czyli je rozumie i się z nimi zgadza. A może nie? Skoro udostępnia zrzutkę na 19 złotych. Bo może właśnie to jest moment, w którym należy zająć stanowisko?

W czasie ogłoszenia tegorocznych wyników w siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej jeden z jurorów oraz główny kurator tegoż muzeum Sebastian Cichocki zasugerował, że to już może ostatni konkurs, bo nikt nie będzie chciał brać udziału w konkursach artystycznych. Na początku nie za bardzo zrozumiałem o co chodzi, ale chyba odnosił się do sensu istnienia konkursów. „Rankingi, hierarchie, trendy, konkursy i celebracja zwycięzców – wszystkie te brzydkie kapitalistyczne narzędzia wartościowania są uwielbiane przez sztukę.” To pierwsze zdanie z artykułu Karoliny Plinty, który nie tak dawno popełniła w swoim rodzimym piśmie. Rzeczywiście formuła konkursu może budzić różnego rodzaju wątpliwości. Wybieranie najlepszego artysty na podstawie jednej pracy jest oczywiście sprawą umowną. Tak jak i umowne są kryteria oceny sztuki. Szkoda tylko, że krytykujący te „brzydkie narzędzia” są takimi hipokrytami. Kurator wybierający dzieła na wystawę robi dokładnie to samo, wartościuje sztukę, podobnie jak to robi wybierając zwycięzcę w konkursie jako członek jury. „Krytyczka zajmuje się (…) krytykowaniem, a więc wartościowaniem i dzieleniem sztuki na lepszą i gorszą.” Z kogo to cytat? Z Karoliny Plinty i jej artykułu o tym jak to formuła konkursu się przeżyła.

Czy piszę ten tekst z powodu prywatnej sympatii do Magdy Kąkolewskiej? Na pewno też. Również z sympatii do zespołu młodych ludzi w Fundacji APH, którzy wkładają dużo pracy, aby realizować wiele pożytecznych inicjatyw. Pożytecznych dla artystów, ale też ogólnie dla polskiego ”art worldu”. I po ludzku jest mi szkoda, że bezmyślny (?) hejt niweczy te wysiłki. Po wpisie Karoliny Plinty nie mieli „dobrego” weekendu, po udostępnieniu zrzutki przez „Szum” również nie było im przyjemnie. Jednak nie to jest najważniejsze. Fundacja Artystyczna Podróż Hestii ładuje od wielu lat setki tysięcy złotych w polską sztukę. Poprzez jej działalność ERGO Hestia daje własne, prywatne pieniądze. Mówienie, że chowa coś do kieszeni jest bez sensu, to są ich własne pieniądze. Czy można się dziwić, że jest mecenasem na swoich zasadach? Czy są otwarci na zmiany i sugestie? Oczywiście, bo konkurs pod wpływem krytyki zmieniał formułę. Ile jest firm, które w tak świadomy sposób są mecenasem? Nie za wiele. A chcielibyśmy, aby było ich więcej. Coś mi się wydaje, że na razie nie mamy na to szansy. Dzięki ERGO Hestii możemy teraz oglądać bardzo zgrabną wystawę w Muzeum Narodowym w Warszawie (por. galeria Malarstwo holenderskie i flamandzkie z kolekcji ERGO Hestii oraz MNW I). Nie tylko dlatego, że okazało się, że jest ona posiadaczem kolekcji dawnego malarstwa. Ale też dlatego, że finansowana przez nią fundacja APH jest współorganizatorem tej wystawy. Jeżeli świat polskiej sztuki (współczesnej, muzealnictwa, bez znaczenia) nie nauczy się traktować z szacunkiem takich partnerów to niestety będzie to przyczynek do klęski. Ale cały czas będzie można biadolić jak to kultura jest niedofinansowana. W dawnych czasach artyści byli wdzięczni swoim mecenasom albo przynajmniej mieli na tyle rozsądku, aby nie kąsać ręki, która ich karmiła. Może Sebastian Cichocki ma rację? Może następnych edycji konkursu nie będzie? Choć myślę, że nadal są artyści, którzy chcą brać udział w konkursach. Miesiąc w Nowym Jorku to całkiem fajna sprawa dla młodego artysty. Nawet jeżeli wiąże się z kilkoma „czerstwymi żartami” mecenasa. To znowu cytat z wpisu Karoliny Plinty, która kończy go słowami: „Jeśli polityka ERGO Hestia wygląda tak, jak jej działalność mecenacka – wiecie, wydaje mi się, że lepiej się tam nie ubezpieczać 🤮”. Na końcu elegancka emotka oznaczająca wymiotowanie. Jeśli redaktorzy „Szumu” mają tyle rozsądku i orientacji w prawidłach świata sztuki, co Pani Karolina to ja raczej „Szumu” nie będę czytał. Chociaż jego wydawcą jest Fundacja Kultura Miejsca przy – uwaga! – Wydziale Zarządzania Kulturą Wizualną Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Co na to włodarze ASP? O ile mi wiadomo nie jest to uczelnia prywatna. W odróżnieniu od prywatnej ERGO Hestii, która równie dobrze od przyszłego roku może być np. mecenasem, powiedzmy, polskiej drużyny narodowej w piłce nożnej. To jest dziedzina, gdzie przecież jest jeszcze za mało pieniędzy. A polscy młodzi artyści? Nie pojadą na rezydencje, nie będą mieli wystawy, ale na szczęście nikt nie będzie ich robił w bambuko. Będzie posprzątane. Krucjata Karoliny Plinty – wiecie – odniesie pełne zwycięstwo. Cieszmy się wszyscy! Życzę dobrego weekendu.

Przemysław Głowacki (artdone)

edit 23.07.2021
Magazyn Szum opublikował artykuł odnoszący się wielokrotnie do mojego tekstu. Ponieważ znalazło się tam wiele nieścisłości i przekłamań podjąłem polemikę w kolejnym wpisie na mojej stronie: Szum kontra artdone

 

Pełen wpis Karoliny Plinty na jej profilu na Facebooku z dnia 12.06.2021:

Muszę przyznać, że 19. i 20. edycja konkursu Artystyczna Podróż Hestii faktycznie wydają się należeć do najlepszych – wczoraj zobaczyłam w MSNie dużo fajnych, zaangażowanych społecznie, krytycznych i ciekawych formalnie prac, tak więc jeśli jeszcze nie widzieliście wystawy finałowej – polecam się wybrać koniecznie.

O ile jednak artyści i artystki dają radę, to sami organizatorzy konkursu już nie – fakt, że Hestia postanowiła oszczędzić sobie na uczestnikach i dla dwóch edycji przyznać nagrody jak dla jednej, jest więcej niż słaby. Nie wiem, z czego wynika ta decyzja, z mojej perspektywy wygląda to po prostu jak zwykłe chujanie artystów/ek, zbijanie sobie na nich kapitału po kosztach, brandzlowanie jubileuszem przy jednoczesnym chowaniu kasy do kieszeni. To, co irytuje, to także środowiskowa bezwolność – oto dowiadujemy się, że zacny mecenas kapitalista robi artystki w bambuko, słuchamy czerstwych żartów o sprzedaniu pierwszej polisy ubezpieczeniowej, narcystycznych uwag o charytatywnej działalności grupy Hestia i pochwał jury za robienie sztuki antyrynkowej, i nie robimy z tym nic. Jury uśmiecha się do kamer, publiczność klaszcze i popija winko, a straumatyzowani artyści i artystki odreagowują po kątach, starając się robić dobrą minę do złej gry.

Sytuacja jest o tyle żałosna, że – tu warto przypomnieć – poprzednia edycja Hestii została przeniesiona na ten rok ze względu na pandemię. Podczas pandemii dużo rozmawialiśmy o tym, jak pomóc twórcom i twórczyniom, którzy znaleźli się w krytycznej sytuacji finansowej i egzystencjalnej. Pytanie to zadawali sobie także organizatorzy konkursów, np. pandemiczna edycja Turner Prize sprowadziła się do rozdania stypendiów pomocowych dla wybranych artystów/ek. Można powiedzieć, ze to tylko kurtuazyjne gesty, tak czy siak wypadają one lepiej od oszczędnościowego zagrania Hestii, która w obliczu pandemii artystom nie tyle pomaga, co po prostu pokazuje im środkowy palec. Jeśli polityka ERGO Hestia wygląda tak, jak jej działalność mecenacka – wiecie, wydaje mi się, że lepiej się tam nie ubezpieczać 🤮

 

Tekst zamieszczony przy zbiórce „Na transport prac” na stronie zrzutka.pl:

Mój obraz dostarczony został do Muzeum spakowany w folię, ale musiał zostać rozpakowany na wystawę. Dlatego zbieram nie tylko na jego odesłanie, ale także na pokrycie kosztów jego ponownego pakowania. Obraz można zwinąć w rolkę żeby zajmował mniej miejsca. Wystarczy kawałek folii albo takie dwa większe worki na śmieci.

Cała ta sytuacja wynika z tego, że organizatorzy konkursu nie przewidzieli budżetu na transport. Na samym konkursie atmosfera była nawet fajna. Ale jako artyści i artystki biorący udział w wystawie konkursowej zostaliśmy nie tylko poproszeni (i zobowiązani umową) do samodzielnego dostarczenia naszych prac do Muzeum, ale też nie mogliśmy ubiegać się o zwrot kosztów dojazdu do Warszawy na finałową galę konkursową. Oprócz mnie są inni uczestnicy, których w obecnej sytuacji nie stać na transport zwrotny, dlatego przy okazji zbieram też na transport dla nich.

Wystawa finałowa 19. i 20. konkursu Artystyczna Podróż Hestii, widok wystawy / exhibition view, Muzeum nad Wisłą, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie (MSN), Warszawa / Warsaw, foto: artdone