Tagi

Koniec roku, czyli jesteśmy w sezonie podsumowań i rankingów. Na ‚artdone’ różnie udaje mi się w tym uczestniczyć. Tym razem pomyślałem, że warto przypomnieć, co pojawiało się na mojej stronie. Rok 2021 to kolejny okres ograniczonego przemieszczania się, utrudnień w podróżach. Mam nadzieję, że wielu dzięki mojej stronie zwiedziło trochę więcej niż na to sytuacja pozwalała. Przed covidem udawało mi się oglądać sporą część ważnych wystaw, które odbywały się w Europie. Tym razem możliwości były niewielkie. Bardzo mało moich własnych relacji z wystaw zagranicznych mogło się pojawić na stronie. Nadrabiałem zdjęciami prasowymi, ale to nie ta sama frajda. Po Polsce trochę łatwiej się jeździło, choć początek roku, a potem koniec też pokrzyżowały mi plany wyjazdów. Nie dotarłem wszędzie, gdzie chciałem, choćby do Trójmiasta. Jednak całkiem sporo obejrzałem i tym się dzieliłem. 

Poniżej zestawienie wystaw w Polsce, które trwały w 2021 i pojawiły się na ‚artdone’. Swój TOP 10 zaznaczam, przy niektórych wystawach pojawiają się gwiazdki. Z różnych powodów uważam, że te ekspozycje zasługują na wyróżnienie. Kolejność nie ma znaczenia, a miasta ułożone są alfabetycznie. Większość wystaw w zestawieniu widziałem i starałem się robić na nich zdjęcia. Wyłączam Warszawę, bo tych relacji pojawiło się tutaj najwięcej i ten wpis byłby jeszcze dłuższy. 

Jędrzejów

Skoro alfabetycznie to zaczynamy od Jędrzejowa, a w nim Muzeum im. Przypkowskich. To miejsce, które zasługuje na wizytę jako takie – świadectwo mijającego czasu, unikalna kolekcja zegarów (i nie tylko), a przede wszystkim ciągłość rodu, którą rzadko gdzie w Polsce spotkamy. Ale to na wystawy czasowe chciałem zwrócić uwagę. Jest szansa, że będzie to miejsce ważnych wystaw sztuki współczesnej. Zdążyłem jeszcze na przedłużoną, ciekawą prezentację prac artystek i artystów związanych z warszawską Galerią m², której szefową jest Matylda Prus. Ona sama pojawiła się w roli kuratorki drugiej wystawy dzieł autorstwa Marcina Zawickiego, artysty docenianego nie tylko w Polsce. Wystawa ciekawie skonstruowana, obok obrazów specjalnie przygotowana instalacja, wykorzystująca miejscowe obiekty, a także rzeźbiarskie makiety, które artysta tworzy przed malowaniem swoich prac. Oraz interwencje artystyczne w ciągu wnętrz historycznych stałej ekspozycji. Z takimi eksperymentami to trzeba ostrożnie. Tym razem świetnie się sprawdziły, z wyczuciem dopełniały i komentowały charakter tego szczególnego muzeum.

Kielce

Choć Kielce blisko Jędrzejowa, to odwiedziłem je przy innej okazji, aby zobaczyć dwie wystawy w tamtejszym Muzeum Narodowym. Nikifor nigdy nie zawodzi, tym razem było to 40 prac ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu i Muzeum Narodowego w Kielcach. Druga dużo większa wystawa pochodzącego z Kielc Rafała Olbińskiego. Jedni kochają jego twórczość, inni patrzeć na jego prace nie mogą. Jedni byli zachwyceni wystawą, inni słyszeć o niej nie chcieli. Dla mnie głównym minusem była zbyt duża liczba prac. Rzadko to u mnie zarzut, bo lubię duże wystawy. Tym razem większa selekcja by się przydała zważywszy na repetycyjność tych dzieł. Doceniam wydanie katalogu, bo przecież to nie takie oczywiste, szczególnie w mniejszych muzeach.

Kraków

W Krakowie spędziłem zdecydowanie za mało czasu, nie udało mi się dotrzeć choćby do MOCAKu. W Muzeum Narodowym w Krakowie widziałem wystawę ze zbiorów własnych, przegląd drzeworytów Hokusaia. Skoro ma się taką kolekcję, to i można stworzyć świetną wystawę. Nie ma nic złego w robieniu wystaw ze zbiorów własnych, szczególnie w covidowym czasie. Oryginalną scenografię można było różnie oceniać, ale dla mnie była na plus. Główną wystawą w drugiej połowie roku w MNK były poszukiwania stylu narodowego w latach 1890-1914. Imponująca ekspozycja głównie ze zbiorów własnych (ale znowu nic w tym złego). Jednak nie tylko, trochę z kolekcji prywatnych, trochę z innych muzeów, a ja doceniam sprowadzenie tryptyku Sichulskiego z Austriackiej Galerii Narodowej. Zagadnienie ciekawe, katalog obszerny, choć muszę powiedzieć, że wystawa do końca mnie nie przekonała, może to kwestia aranżacji. To pierwsza ekspozycja z czterech zaplanowanych w cyklu „4 x nowoczesność”. Z zainteresowaniem czekam na kolejne, na wakacje 2022 zapowiadany jest okres II Rzeczpospolitej.

Wygląda na to, że od niedawna mamy nowego gracza w pierwszoligowych wystawach, a jest nim Zamek Królewski na Wawelu. Głośno było o wystawie arrasów, z relacji przypuszczałem, że może dodano dodatkowe opisy czy coś w tym rodzaju. Ale nie! Prezentacja tych bezcennych tkanin była wydarzeniem wyjątkowym. I bardzo dobrym pomysłem. Wielka ekspozycja, szczegółowe opisy dotyczące historii kolekcji i technik wytwarzania, były nawet prezentowane częściowo zniszczone czy jeszcze nie poddane konserwacji dzieła. Nie mogę tylko darować Rijksmuseum w Amsterdamie, że nie wypożyczyło jedynego brakujące na wystawie arrasu, który posiada w swoich zbiorach. Mam nadzieję, że po tej wystawie tkaniny będą na Wawelu eksponowane w rotacyjny sposób. Nie jestem konserwatorem, ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego wcześniej były pokazywane tak długo i to bez specjalnych zabezpieczeń. Trzymam kciuki, aby kolejne wystawy wawelskie były równie atrakcyjne, aby było o nich głośno, tak jak o tej i aby trzymały poziom merytoryczny, a katalogi im towarzyszące były nie tylko albumami, ale publikacjami na miarę Państwowych Zbiorów Sztuki. Na Wawel jeszcze za chwilę wrócimy.

Miejsce, do którego zawsze chętnie zaglądam w Krakowie to Międzynarodowe Centrum Kultury, które mieści się przy Rynku Głównym, więc jest dogodnie położone. Można tutaj zobaczyć jedne z najciekawszych wystaw, jakie można stworzyć w polskich warunkach. Szczególnie chciałem pochwalić ostatnią, zatytułowaną „Ukraina. Wzajemne spojrzenia”. Już sam temat wzajemnych relacji ukraińsko-polskich zasługuje na wyróżnienie, a za rzadko jest podejmowany. Dobór dzieł, próba szerokiego spojrzenia na kulturowe związki, trójjęzyczny katalog, plusów jest więcej. Są i drobne grzeszki np. kilka reprodukcji na ekspozycji (ale to oddzielny temat na inną okazję). Generalnie uważam, że to jedna z najważniejszych, ale też najciekawszych wystaw zeszłego roku.

Kazimierz Sichulski, Madonna huculska / Hutsul Madonna, 1909, Belvedere, Wiedeń / Vienna

Łódź

Z łódzkich ekspozycji na mojej stronie pojawiła się relacja z wystawy „Czuła uwaga. Urszula Czartoryska wobec fotografii”. Kolejne covidowe przedsięwzięcie ze zbiorów własnych, ale i bez covida takie wystawy są potrzebne. Bogata prezentacja zbiorów fotograficznych Muzeum Sztuki w Łodzi skłaniała do refleksji nad jej historycznym znaczeniem, pokazywała również przekraczanie granic tego medium w sztuce nowoczesnej. Mam wrażenie, że umieszczenie nazwiska Urszuli Czartoryskiej w tytule było dla widzów mylące. Odwołanie się do jej dorobku na ekspozycji było jak najbardziej pożądane. W Łodzi można obejrzeć dużo ciekawych wystaw, jeszcze chciałem wspomnieć o niewielkim pokazie w Pałacu Herbsta „Korowód. Edward Dwurnik i widma historii”. Zorganizowany w związku z darem profesora Romana Zarzyckiego kilku prac Dwurnika, skutecznie zderzał je z wybranymi dziełami z kolekcji własnej. Relacja z tej wystawy gdzieś mi umknęła, ale może jeszcze na ‚artdone’ się pojawi.

Barłomiej Kiełbowicz, Zajęta, 2021

Lublin

W Lublinie byłem dość dawno temu, a szkoda, bo też dzieją się tam ciekawe rzeczy. Na początku roku 2021 trwała tam jeszcze, w związku z przedłużeniami covidowymi, wystawa Bartka Kiełbowicza. To jedna z wystaw w ostatnim czasie, przy której szczególnie żałuję, że nie mogłem jej sam obejrzeć. Ale pojawiła się na mojej stronie, a nawet zrobiliśmy spotkanie z cyklu Wyprawy ze Sztuką online, z udziałem artysty. Mam okazję śledzić działalność Bartka, co widać też na mojej stronie. Ostatnio coraz o nim głośniej m.in. za sprawą rysunków celnie i boleśnie komentujących naszą bieżącą rzeczywistość. Jego wizualne podsumowanie zmiany dyrekcji w Zachęcie stało się wiralem. W 2021 wspólnie z Liwią Bargieł stworzył performance, który prezentowali w kilku miejscach, a ja miałem go okazje nagrać w Warszawie. Można go w całości zobaczyć na moim kanale YouTube: Liwia Bargieł & Bartłomiej Kiełbowicz ‚Stretching’ 2021. To poetyckie i subtelne podsumowanie zmian, które zachodzą w stosunkach między ludźmi z powodu pandemii. Żałuję wystawy w Lublinie, że wypadła w covidowym czasie i nie wszyscy ją mogli zobaczyć, bo pokazywała dobrze nie tylko krytyczny i aktualny aspekt prac Bartka Kiełbowicza, ale też ten bardziej uniwersalny.

Orońsko

Do Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku należałoby jeździć regularnie, niby blisko Warszawy, a nie zawsze jest po drodze. Bardzo się cieszę, że dotarłem na wystawę Ursuli von Rydingsvard. To wydarzenie światowego formatu, a dodatkowo znaczenia przydają mu polskie korzenie tej amerykańskiej artystki. Rzadko bywam na wernisażach, tym razem było warto, bo warto było zobaczyć wzruszoną rzeźbiarkę oraz niestrudzoną kuratorkę Eulalię Domanowską, która w tym trudnym czasie dokonała tytanicznej pracy sprowadzenia nawet monumentalnych prac do Polski. Wystawa w Orońsku była świetnie skomponowana, doskonale zaaranżowana w budynku muzeum, a obecnie ma swoją odsłonę w Muzeum Narodowym w Krakowie. I do tego też niewielki pokaz w warszawskich Łazienkach. Tak to właśnie być powinno.

Poznań

Przesunięcia covidowe spowodowały, że poznańska odsłona wystawy „Polska. Siła obrazu” odbyła się w 2021 roku. Wspominam o tej wystawie z kilku powodów. Wystawa początkowo przygotowana była przez Muzeum Narodowe w Warszawie tylko dla muzeum  Louvre-Lens. Świetnym pomysłem było przeniesienie jej do Polski, najpierw do Warszawy, a potem do Poznania. Pamiętam, że odezwały się wtedy głosy, że przecież to wszystko już znamy i po co to pokazywać. Otóż nie wszyscy znają, mamy kolejne pokolenia, które trzeba zapoznawać z naszym dziedzictwem. Wystawa pokazywała sporo dzieł z magazynów muzealnych, trochę z kolekcji prywatnych, a przy tym była okazją do zweryfikowania opinii na temat polskiego malarstwa w XIX wieku i jego narodowotwórczej roli. Przy okazji mam okazję przypomnieć przygotowane przeze mnie dwa wykłady do tej właśnie wystawy. Jeżeli ktoś nie oglądał to zapraszam na kanał ‚YouTube artdone’. Pierwszy jest prezentacją dzieł pokazanych na wystawie, również tych w Lens: video Polska. Siła obrazu, drugi próbuje zestawić malarstwo polskie ze sztuką światową na przykładzie pejzażu: video Pejzaże polskie a europejski symbolizm.

Udało mi się dotrzeć do Muzeum Narodowego w Poznaniu na wystawę Magdaleny Abakanowicz zorganizowaną w związku z nadaniem jej imienia tamtejszej Akademii, czyli Uniwersytetowi Artystycznemu. Ciekawy pomysł na prezentację, reprezentatywne dzieła, a najmniej przekonała mnie aranżacja. Różnorodność wnętrz, która powinna służyć pracom artystki spowodowała chaos w odbiorze, a pomysłowa scenografia jeszcze to pogłębiła zamiast ujednolicić. No i cena katalogu przekombinowanego w projekcie skandaliczna. Za to doceniam wyciągnięcie z magazynu ogromnego abakanu stworzonego dla Muzeum Państwa Polskiego. Zupełnie nie rozumiem, czemu od tylu lat nie można go oglądać. Abakanowicz nigdy za dużo. Bardzo jestem ciekawy jak wygląda aktualna, zupełnie inna wystawa w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.

Nie byłem też jeszcze na bieżącej wystawie w Muzeum Narodowym w Poznaniu, ale już po katalogu widzę, że to hit. Po wystawie można zresztą pospacerować wirtualnie na stronie muzeum. Vilhelm Hammershøi jest ciągle za mało znanym duńskim artystą, ale kolejne muzea światowe to nadrabiają organizując mu wystawy. Cieszy, że dołączyliśmy do tego grona. Wyrazy uznania dla kuratorki Martyny Łukasiewicz. Szczególnie imponująca jest lista muzeów, z których wypożyczono prace. Jak na polskie warunki (oraz covidowe) to rzecz wyjątkowa. Choć wystawa trwa w Poznaniu dosyć krótko, to potem przenosi się do Krakowa.

Radom

Ekspozycje z Radomia pojawiły się dwukrotnie na ‚artdone’. Wystawa Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu w nowej przestrzeni Kamienicy Deskurów o niezbyt udanym tytule „Portrety i metafory życia” była fantastyczną podróżą przez sztukę polską 2. połowy XX wieku. Z jednej strony pokazywała, ile kryje się w magazynach polskich muzeów, z drugiej była dowodem, jak bardzo takich wystaw potrzebujemy. Za mało jest wystaw klasyków sztuki polskiej XX wieku, ale też za mało jej nestorów, nadal żyjących i zasługujących na retrospektywne, już muzealne spojrzenie na ich twórczość. O tym z kolei przekonywała wystawa w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej ‚Elektrownia’ pod tytułem „Malujemy, bo zwariujemy”. Radomska ‚Elektrownia’ jest zresztą jednym z jaśniejszych punktów na wystawowej mapie Polski. Bohaterami tego przeglądu byli: Krzysztof Bednarski, Paweł Susid, Robert Maciejuk, Ryszard Grzyb, Tomasz Ciecierski, Tomasz Tatarczyk, Włodzimierz Jan Zakrzewski. I tak jak bardzo pozytywnie oceniam pomysł i scenariusz, tak brakowało mi trochę spójności, dialogu pomiędzy pracami. Choć rozumiem, że wynikało to też z charakteru prezentowanej, nieformalnej grupy. 

Szczecin

Do Szczecina niestety w covidowym 2021 roku nie dotarłem, ale dzięki uprzejmości dyrekcji tamtejszego Muzeum Narodowego pojawił się on na mojej stronie trzykrotnie. „Niewinni czarodzieje” to artyści z kręgu II Grupy Krakowskiej i kolejna wystawa pokazująca, ile ważnych prac polskich artystów znajduje się w muzealnych magazynach. Ekspozycję „Stettin/Szczecin – jedna historia. Sztuka XIX i XX wieku ze zbiorów Muzeum Narodowego w Szczecinie” będzie jeszcze można oglądać w 2022 roku. To udana próba połączenia dwutorowej kolekcji (polskiej i niemieckiej) oraz wstęp do planowanej w przyszłości – tak potrzebnej – stałej ekspozycji. Muzeum szczecińskie konsekwentnie realizuje swoje plany i sukcesywnie udostępnia zbiory. W 2021 roku otwarto dwie nowe ekspozycje stałe: „Misterium Światła. Sztuka średniowieczna na Pomorzu” oraz „Ukryte znaczenia. Sztuka na Pomorzu w XVI i XVII wieku”. Jest więc po co jechać do Szczecina. Moim typem z wystaw czasowych w 2021 roku była tam „Archeomoderna. Polska sztuka nowoczesna i mity państwotwórcze”. Patrząc na jej ekspozycję oraz koncepcję miałem déjà vu z niedawnej wystawy w Centrum Pompidou w Paryżu (por. galeria Prehistoria w Centre Pompidou I), a to bardzo dobre skojarzenie. Świadczy to o aktualności tematu, który został przykrojony do naszych słowiańskich i powojennych realiów.

Toruń

Do Torunia dojechałem dwukrotnie, a powodem były wystawy w Centrum Sztuki Współczesnej ‚Znaki Czasu’. Jednak udało mi się też raz zajrzeć do Ratusza, do tamtejszego Muzeum Okręgowego, które mam wrażenie dobrze rozumie znaczenie wystaw czasowych. Trafiłem wtedy na „Malarstwo niderlandzkie i flamandzkie ze zbiorów Zamku Królewskiego na Wawelu”. Tym samym wróciliśmy na Wawel. Potem ta wystawa pojechała do Muzeum Narodowego w Gdańsku, została uzupełniona o tamtejsze zbiory i obecnie w takiej postaci prezentowana jest w Krakowie jako „Nie tylko Bruegel i Rubens. Malarstwo Niderlandów na Wawelu. Obrazy ze zbiorów Zamku Królewskiego na Wawelu i Muzeum Narodowego w Gdańsku”. Ta objazdowa prezentacja towarzyszy wydanemu niedawno katalogowi naukowemu malarstwa niderlandzkiego i flamandzkiego zbiorów na Wawelu. Dodatkowo jest też skromniejsze wydawnictwo stworzone z myślą o szerszej publiczności. Brawa dla wszystkich trzech muzeów biorących udział w tym projekcie. Jedną z bolączek polskich muzeów jest brak współpracy przy tworzeniu wystaw czasowych, które by były pokazywane nie tylko w Warszawie i Krakowie (czasami Poznaniu). Koncepcja jak widać może być prosta. Pomysł zebrania w jednym miejscu kolekcji wawelskiej bardzo wskazany. Zazwyczaj te obrazy umykają naszej uwadze przy oglądaniu komnat zamkowych, a tutaj jest szansa przyjrzeć się im z bliska.

Głównym powodem moich wizyt w Toruniu były dwie ekspozycje w Centrum Sztuki Współczesnej ‚Znaki Czasu’. To kolejne ważne miejsce na mapie wystaw w Polsce, które epatuje nas ambitnymi wydarzeniami na czele z nie tak dawnym sprowadzeniem wystawy Mariny Abramović (por. galeria Marina Abramović w Toruniu I). Bardzo chciałbym dojechać na aktualną wystawę „Patricia Piccinini. Jesteśmy!”, bo jest to też ekspozycja z pierwszej ligi. W 2021 roku pojechałem do Torunia najpierw na retrospektywę Bronisława Wojciecha Linkego. Nie żałowałem, ale mam też sporo zastrzeżeń do tej wystawy. Świetna nowoczesna scenografia, ogromna liczba prac, ale… proporcje w ich prezentacji mocno zachwiane. Szczególnie jeżeli w tytule umieszczamy słowo retrospektywa. Kolejny grzech to chaos w tym bezliku i najcięższe z przewinień to brak komentarzy i wyjaśnień. A przecież są to prace, które takiego opisu po prostu wymagają! Mogła to być nie tylko ważna wystawa prezentująca historyczne zjawiska, ale też bardzo aktualna, znacząca również w odniesieniu do współczesnej sytuacji. Bez podpowiedzi była za trudna i nużąca nawet dla wyrobionego widza. Z kolei retrospektywie Edwarda Dwurnika przytłaczająca liczba prac wcale nie zaszkodziła, wręcz przeciwnie. W tym przypadku mogę też wybaczyć skromny opis, bo prace dotyczą bliższych nam historycznie wydarzeń, a i są dość czytelne. Irytujący był też przy obu wizytach brak katalogów, które niby mają być, ale nawet nie wiadomo kiedy. To niestety częsta bolączka mniejszych polskich ośrodków muzealnych. Mimo uwag krytycznych i tak zamierzam odwiedzać CSW ‚Znaki Czasu’, jeżeli tylko będzie możliwość, bo jestem pod wrażeniem rozmachu tych projektów.

Wrocław

Bardzo chciałem zobaczyć w Muzeum Narodowym we Wrocławiu wystawę „Marek Oberländer i Jan Lebenstein. Totemiczny znak figury ludzkiej”, ale nie było takiej możliwości. Za to kilka prac z niej pojawiło się na mojej stronie. Wakacyjny czas sprzyjał za to wizycie na wystawie „Ewa Kuryluk. Białe fałdy czasu”. Cieszę się, że mogę o niej na końcu tutaj napisać, bo to niewątpliwie jedna z najlepszych wystaw 2021 roku w Polsce. Już pisałem, że za rzadko ważni, żyjący artyści mają duże muzealne wystawy. W przypadku Ewy Kuryluk ostatnia miała miejsce w Krakowie w 2016 roku (por. galeria Ewa Kuryluk śni o miłości). Ale była to wystawa ‚klasycznej’ twórczości, malarstwa z lat 60. i 70. Wrocławska ekspozycja była jej kontynuacją, prezentując tylko późniejsze prace artystki, których głównym materiałem jest tkanina. Obiekty te doskonale wpisały się w architekturę Pawilonu Czterech Kopuł. Do tego pięknie zaprojektowany, bogaty merytorycznie, dwujęzyczny katalog. I nawet rozumiem, że obwoluta musiała być biała, choć to mocno niepraktyczne. Wystawa była tak nastrojowa i wciągająca, że nie starczyło mi czasu na inne oddziały Muzeum Narodowego we Wrocławiu.

Przemysław Głowacki (artdone)