Tagi

, , , , , ,

Bartłomiej Kiełbowicz, Mikołaj / Santa Claus, 2022, Warszawa (Sejm) foto: artdone

O instalacji Bartłomieja Kiełbowicza „Mikołaj”

Kiedy kilka dni temu pisałem swoje podsumowanie zeszłego roku (por. post Wystawy 2021 (w Polsce)) bardzo chciałem wspomnieć wystawę Bartka Kiełbowicza (por. galeria Bartek Kiełbowicz sublimuje I), bo choć rozpoczęła się w 2020 roku, to uważam ją za jedną z najciekawszych jakie miały ostatnio miejsce. Nie przypuszczałem, że będę miał okazję tak szybko powtórnie napisać o jego twórczość na mojej stronie. Ale jak wiemy nasza rzeczywistość, szczególnie ta pozaartystyczna, lubi przyspieszać. Bartek jest coraz bardziej znany ze swoich rysunków, które publikuje m.in. w „Polityce” i innych periodykach, a także poprzez media społecznościowe. Sięga po różne stylistyki, często korzysta z cytatów, tak z tradycji sztuki jak i kultury masowej, komentuje bieżącą sytuację społeczno-polityczną. Historia zaczyna się właśnie od jednego z jego rysunków, który opublikował w połowie listopada 2021 r. Ale opowieść ta ma kilka warstw i ja zacznę ją w innym miejscu.

Bartłomiej Kiełbowicz instalujący swoją rzeźbę Mikołaj / Bartłomiej Kiełbowicz installing his sculpture Santa Claus, 2022, foto: Joanna Łopat

Zacznę nie od sztuki, galerii czy muzeum, ale od lasu. Zimnego lasu, o którym teraz tak głośno, nie tylko w polskiej polityce. Popatrzmy na ten las od strony Białorusi, gdzie do obozu migrantów na początku grudnia zostają dopuszczeni dziennikarze. Widzą m.in. małe dzieci trzymające przejmujące rysunki, nie ulega przecież wątpliwości, że ich własne. Na niektórych Św. Mikołaj leży martwy w zimowym lesie, na jednym z rysunków widać dramatycznie wyciągnięte ręce wyłaniające się z ziemi. Nie ma wątpliwości, że to rysunki dzieci? Oczywiście jest to część propagandowego spektaklu białoruskiego reżimu. Wystarczy przez chwilę przyjrzeć się kartkom, żeby przekonać, że nie są to kompozycje dziecięce. Styl kresek kredkami ma to sugerować, ale zastosowanie perspektywy, przecięcie płaszczyzny pniem drzewa (pomysł prosto z Édouarda Maneta) sugerują dojrzałego, dorosłego twórcę pierwowzoru. I tutaj wracamy do rysunku Bartka Kiełbowicza „Mikołaj też przychodzi z daleka”. Historię opisał dokładnie Szymon Opryszek na portalu oko.press w artykule „Kto zabił św. Mikołaja w polskim lesie? Historia pewnego rysunku” z 29 grudnia 2021 r., więc nie chcę powtarzać zbyt wielu szczegółów. W każdym razie, jak łatwo się domyślić, rysunki kopiują dość dokładnie pierwowzór Kiełbowicza. Zacytuję artystę za oko.pressem, który mówi o swojej pierwszej reakcji: „Poczułem strach. Mamy do czynienia z potworną manipulacją medialną. Ktoś moją pracę włożył w zupełnie inny kontekst i nie da się tego powstrzymać. Jestem komentatorem rzeczywistości, nie chciałbym być jej ofiarą. Szkoda mi też dzieci, które stały się ofiarami paskudnej polityki”.

Bartłomiej Kiełbowicz, Mikołaj też przychodzi z daleka / Santa Claus also comes from afar, 2021

Okazało się, że są jednak elementy różniące rysunki, pewne szczegóły, których Kiełbowicz nie jest autorem. Na jednym z pseudo-dziecięcych rysunków pojawią się m.in. ręce wystające z ziemi, tabliczka oraz drut kolczasty. I tutaj historia się komplikuje, ale też zyskuje kolejny poziom. Pośrednim autorem w tym artystyczno-propagandowym łańcuchu jest Kardo Omeda z irackiego Kurdystanu. To on dodał szczegóły, wzorując się na rysunku Bartka Kiełbowicza m.in. dramatycznie wyciągnięte ręce wołające o pomoc oraz tabliczkę z napisem po angielsku „Jesteśmy tutaj”.

Rysunek z martwy św. Mikołajem i rękami dziecka Kardo Omeda & Dzieci migrantów z obozu tymczasowego w Bruzgach pokazują rysunki (za oko.press)

Historia sztuki to wcale nie ciąg innowacji czy zupełnie nowych rozwiązań, to przede wszystkim dzieje inspiracji i zapożyczeń. Po drodze może zmieniać się stylistyka, forma, ale też i znaczenie. Szczególnie im bliżej jesteśmy czasów współczesnych. Znakomitym przykładem są „Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich” Joanny Rajkowskiej. Nawet nikt nie pamięta tytułu tej instalacji, wszyscy znamy „Palmę”, która bardzo szybko po powstaniu zaczęła żyć swoim życiem, niezależnym od intencji artystki. Ona sama tak wspomina: „Uparcie forsowałam swój komentarz, powtarzałam, że to wynik mojej podróży, że Nowa Jerozolima, że Bliski Wschód, konflikt, nieporozumienie. Ale palma miała już swoje życie. Nie byłam w stanie wpłynąć na komentarze i zawłaszczenie. Ludzie sami zaczęli nadawać projektowi znaczenia, media zaczęły palmę wykorzystywać, powstały pierwsze historie z nią związane. I każdy miał własną.” (za: Rajkowska. Przewodnik Krytyki Politycznej, Warszawa 2010, str. 48). Bo artysta / artystka współczesny/a w tej rozgrywce jest podmiotem, ale tylko jednym z wielu. Jego zamierzenia nie zawsze są decydujące, siłą dzieła jest oddziaływanie na widza oraz nawarstwiające się konteksty i sposoby odczytania. Co innego, kiedy do głosu dochodzi brudna polityczna propaganda. Zamiast finezyjnych odniesień jest tylko jeden cel – skuteczność. Tu liczy się siła perswazji niezależnie, co i jak się zmanipuluje. Bo wtedy zaczynamy mówić właśnie o manipulacji, kłamstwie, a subtelności artystyczne zupełnie nie mają znaczenia. Takich przykładów też jest wiele, choćby słynny plakat amerykańskiej propagandy wojskowej „I Want You” z Wujem Samem.

Wróćmy do naszej historii, która właśnie w tej chwili ma swój ciąg dalszy. Artysta może stracić panowanie nad znaczeniami swojej pracy, ale ciągle może uczestniczyć w dialogu i je wykorzystać. Dzisiaj, 5 stycznia, w dwóch miejscach w Warszawie pojawiła się efemeryczna instalacja Bartka Kiełbowicza. Nie ma już lasu, nie ma św. Mikołaja. Zostały tylko ręce z rysunku migranta. Gipsowe odlewy dłoni pojawiły się przed Sejmem Rzeczypospolitej i koło jednej z willi na Żoliborzu. Ich biel dramatycznie odznacza się na tle ciemnej ziemi, choć podmokły, miejski trawnik niewiele ma wspólnego z grząskimi chaszczami. Są malutkie, nikt ich nie zauważa. Miejsca wybrane dla tych instalacji nie są przypadkowe, dla mnie bardzo czytelne. Z jednej strony symbol parlamentaryzmu i wolności. Sejmowa większość stała się jednak narzędziem legitymizacji działań, które budzą powszechny sprzeciw. W tym drugim miejscu mieszka jeden człowiek, który wbrew zasadom demokracji pociąga za wszystkie sznurki. To od tych dwóch punktów w Warszawie zależy sytuacja w odległym lesie, w którym umarł Mikołaj. My swoje prezenty dostaliśmy, zajmujemy się już nowymi bolączkami w Nowym Roku. A tam gdzieś daleko łamane są wszelkie konwencje międzynarodowe, łamane są prawa, które miały przeciwdziałać takim tragicznym sytuacjom. A my bawimy się w takt melodii o obronie polskich granic. Stoimy murem za polskim mundurem, to tak dobrze brzmi.

Życie szybko dopisało ciąg dalszy do instalacji Bartka Kiełbowicza. Dzisiaj pod Sejmem, jak to ostatnio często, kolejny protest. W sumie trudno się zorientować, kto manifestuje. Czy to sprzeciw wobec lex Czarnek? Czy może antyszczepionkowcy? Chyba ci ostatni, bo na opaskach symbol Powstania Warszawskiego. Tak się teraz udowodnia przywiązanie do tradycji. Protestujący przechodzą w pewnej odległości obok ledwo wystających z ziemi rzeźb. Nikt nie zauważa. Życie przenika się ze sztuką i odwrotnie.

Przemysław Głowacki (artdone)

Bartłomiej Kiełbowicz, Mikołaj / Santa Claus, 2022, Warszawa (Żoliborz) foto: Bartłomiej Kiełbowicz