Tagi

, ,

por. galeria Tamara Łempicka w Muzeum Narodowym w Lublinie I, post Czy warto pojechać na Tamarę Łempicką do Konstancina?, post Czy warto pojechać na Tamarę Łempicką do Krakowa?, galeria Tamara Łempicka w Muzeum Narodowym w Krakowie I

Muzeum Narodowe w Lublinie, wejście / entrance, wystawa Tamara Łempicka. Kobieta w podróży / Tamara Łempicka. A Woman on a Journey exhibition, Lublin, foto: artdone

Ostatnio ważne wystawy zwiedzałem w ostatniej chwili – rzutem na taśmę pojechałem do Poznania na Vilhelma Hammershøia (por. galeria Vilhelm Hammershøi w Poznaniu II), a świetną wystawę sztuki japońskiej w Zachęcie zwiedzałem… ostatniego dnia (por. galeria Powojenna awangarda japońska w Zachęcie I). Bo przecież tam miałem najdalej. Dlatego postanowiłem być tym razem szybszy i zaraz po otwarciu wystawy Tamary Łempickiej wybrać się do Lublina (por. galeria Tamara Łempicka w Muzeum Narodowym w Lublinie I). Muszę przyznać, że byłem bardzo ciekawy jak prezentuje się ekspozycja. Od wielu lat mówiło się, że taką wystawę należy w Polsce zorganizować. Jednak sprawa nie jest taka łatwa. Nasza rodaczka w okresie międzywojennym była prawdziwą gwiazdą malarstwa rozchwytywaną przez bogatą klientelę. Wraz z powrotem do łask art déco od lat 70. XX wieku jej prace znowu zaczęły być modne, a ich właścicielami są często hollywoodzcy celebryci i magnaci świata mody. Niektóre są poza zasięgiem nawet największych światowych muzeów, a co dopiero polskich. Przede wszystkim byłem ciekawy, ile jest Tamary Łempickiej na jej własnej wystawie? Kilka lat temu wystawa Fridy Kahlo w Poznaniu (por. galeria Frida Kahlo i Diego Rivera po polsku I) udowodniła, że nawet przy skromnej liczbie pierwszorzędnych dzieł można stworzyć ciekawą i wielowątkową ekspozycję. Jednak po pierwsze trzeba mieć jakiś trzon wystawy, a po drugie trzeba mieć pomysł.

Jaka jest wystawa w Muzeum Narodowym w Lublinie? Dopiero się rozpoczęła i nie chcę za bardzo psuć niespodzianki tym, którzy się na nią wybiorą. Jednak Lublin dla niektórych jest dość daleko, więc warto nie jechać zupełnie w ciemno. Przyda się też kilka praktycznych informacji. Prace samej Łempickiej pochodzą prawie wyłącznie z dwóch źródeł. Po pierwsze od rodzimych prywatnych kolekcjonerów. I okazuje się, że jest ich całkiem sporo. Może nie są to najsłynniejsze arcydzieła Łempickiej – nawet rozmiarowo są w większości dość skromne – ale jest wśród nich całkiem dużo ciekawych prac. Niektóre są słabo znane, a to też jest atrakcja, że możemy je zobaczyć. To jednak za mało, aby zbudować na tym dobrą wystawę. Drugim źródłem, z którego pochodzą prace Łempickiej są zbiory publiczne we Francji. Wśród nich są prawdziwe hity, takie jak wizytówka wystawy, czyli „Kobieta w zielonej sukni” z Centre Pompidou. Ale obrazy nie przyjechały tylko z Paryża, ale również z wielu innych francuskich muzeów. Pod koniec życia Łempicka podarowała je w podzięce za lata spędzone w Paryżu. Nie miała możliwości przekazać swoich prac do Polski. Nie było na jej malarstwo wtedy jeszcze koniunktury, art déco jeszcze nie święciło triumfalnego powrotu. Ale przede wszystkim jej sztuka zupełnie nie pasowała do panującego u nas komunizmu. Sprowadzenie tak imponującej liczby dzieł z Francji jest dużym osiągnięciem w polskich warunkach i można przypuszczać, że nie bez znaczenia była współpraca ze spadkobiercami artystki. Szczególnie imponujący jest kącik, gdzie spotkały się trzy portrety jej córki Kizette. Moja główna obawa, że nie będzie prac Łempickiej na jej wystawie została rozwiana. Warto dodać, że są one bardzo zróżnicowane, pochodzą z różnych okresów jej twórczości. Od prac wczesnych, przez te najbardziej charakterystyczne z okresu międzywojennego, aż po powojenne, kiedy malarka nie bała się eksperymentować. Myślę, że mniej zorientowani w jej twórczości będą niektórymi obrazami mocno zaskoczeni. Po wojnie blask sławy Łempickiej mocno przybladł, ale myślę, że możliwość zobaczenia całego spektrum jej dorobku to jeden z plusów tej wystawy. Częścią ekspozycji są też rysunki, a także prace graficzne. Rysunki pozostawały dość długo w cieniu jej malarstwa, a niesłusznie. Co do grafiki to jest jej niewiele, a to dobrze, bo obawiałem się, że może być nadmiernie wykorzystana przez kuratorów w sytuacji braku dostępu do wielu obrazów. Łempicka jest obecna na swojej wystawie w postaci własnych prac, a to najważniejsze. Jest też obecna w bardziej namacalny sposób, poprzez osobiste przedmioty. W jednej z gablot na ekspozycji znajdziemy jej biżuterię m.in. słynny pierścionek z topazem, który dostała od ekscentrycznego literata Gabriele D’Annunzio. Nosiła go do końca życia, widać to na wielkim podświetlonym zdjęciu pod koniec wystawy. Proszę nie przegapić gabloty, która wita nas jeszcze przed wejściem. Tam również zobaczymy, dzięki uprzejmości spadkobierców, przedmioty należące do artystki. Łempicka jest też obecna na wielu zdjęciach, była przecież kobietą sławną, chętnie fotografowaną, a i sama potrafiła zadbać o swój wizerunek.
To nie koniec plusów wystawy lubelskiej. Poza pracami Łempickiej jest tam bardzo wiele innych rzeczy do oglądania. Czasami nawet trzeba wyłuskiwać prace samej artystki, ale nie piszę tego w negatywny sposób. Po prostu została ona przedstawiona w szerokim kontekście, przede wszystkim epoki, z którą ją kojarzymy. Nie bez powodu uważamy ją za ‘królową art déco’. Wystawa jest okazją zobaczenia dużego wyboru obiektów korespondujących z malarstwem Łempickiej. Przede wszystkim jest to rzemiosło artystyczne: meble, ceramika, szkło. Tutaj znowu mamy rzadką okazję podziwiania najlepszych polskich zbiorów prywatnych, ale nie tylko. Wypożyczającymi były m.in. muzea narodowe w Krakowie i Warszawie. Obrazy, rzeźby, rysunki, grafika dopełniają szeroką panoramę epoki. Niektóre zestawienia są bardzo inspirujące, choćby z obrazami Ludomira Slendzińskiego czy pracami Janiny Dłuskiej. Ekspozycja rozpoczyna się od części rzucającej światło na genezę stylu Łempickiej, prace innych artystów działających pod wpływem awangardy dobrze korespondują z jej wczesną twórczością. Bo styl ‘królowej art déco’ to przedziwna mieszanka nowoczesności, ale przede wszystkim inspiracji dawnymi mistrzami. Dobrze to widać w galerii martwych natur pochodzących z różnych okresów jej twórczości. Wystawa w umiejętny sposób łączy chronologię i układ tematyczny. W podobny sposób konstruowane są obecnie na świecie najlepsze ekspozycje. Układ chronologiczny nie jest rygorystyczny, prace z różnych okresów pojawiają się w różnych miejscach. Prześledzenie ewolucji stylu i ikonografii Łempickiej wymaga od widza sporo skupienia. Ale nie to jest najważniejsze, nie temu służy ta wystawa, po to można sięgnąć do albumów i innych opracowań. Jako bonus zyskujemy możliwość wzajemnego porównania prac artystki, ale też zestawienia ich z innymi autorami w sprytnie aranżowanych przestrzeniach, czy to za pomocą scenografii, fotogramów czy oryginalnych przedmiotów z epoki. Atrakcji i ciekawych wątków na wystawie nie brakuje, jedna z niespodzianek czeka na dziedzińcu zamkowym, ale wszystkiego nie można zdradzać.

Wystawie towarzyszy katalog oraz rodzaj książeczki-przewodnika. Oba wydawnictwa wydają się zasługiwać na poleceni i wzajemnie się uzupełniają. Nie zachowano spójnej szaty graficznej, nawet nie zgadzają się tytułu. Wystawa lubelska to „Tamara Łempicka. Kobieta w podróży”. Jesienią w zmienionej wersji (można przypuszczać, że okrojonej) ma być prezentowana w podwarszawskiej Villi le Fleur. Tam ma nosić tytuł „Tamara Łempicka a art déco. Tradycja i nowoczesność”, taki też tytuł ma katalog. Obok ogólnych esejów znajdziemy tutaj reprodukcje prac artystki z wystawy. W kilku przypadkach zawartość wystawy nie zgadza się z wydrukowanymi reprodukcjami. Widać po tym, że wystawa przygotowywana była długo, przekładana, niektóre prace nie dotarły, ale na szczęście nie wpływa to na jej ogólny odbiór. Katalog nie zawiera spisu prac innych artystów, a one są ważną częścią prezentacji. Na szczęście na wystawie można robić zdjęcia. Mini-przewodnik zawiera z kolei obszerne wprowadzenia do poszczególnych części wystawy, biografię malarki, trochę zdjęć i reprodukcji prac. Oba wydawnictwa są polsko-angielskie, co się bardzo chwali. W chwili pisania tekstu muzeum nie prowadziło rezerwacji biletów z powodu pandemii. Może się to wydawać kuriozalne, a dla przyjezdnych mocno niekomfortowe, że „zwiedzający wchodzą według kolejności przybycia”. W praktyce jednak (zwiedzałem w pierwszą niedzielę po otwarciu wystawy) wszystko było w porządku. Na wystawie było dużo zwiedzających, ale kolejka po bilety była minimalna. W sytuacji, kiedy zainteresowanie wystawą może wzrosnąć, taki system będzie mało wygodny dla publiczności.
Jak widać po powyższych, na szybko pisanych wrażeniach, na wystawę do Lublina warto się wybrać. Oczywiście jakieś zastrzeżenia zawsze się znajdą. Odrobinę uwag mam do układu przestrzennego, scenograficznie są rozwiązania bardzo udane, ale czasami brak w nich spójności. Sam układ prac jest przemyślany, kuratorzy nie tylko przygotowali obszerny materiał, ale udało się go im dobrze opanować. Merytorycznie widać, że był tutaj pomysł, a jego realizacja jest całkiem udana. Jadąc do Lublina warto zarezerwować sobie nie tylko sporo czasu na oglądanie wystawy Tamary Łempickiej, ale też zajrzeć na ekspozycje stałe Muzeum Narodowego w Lublinie. Po wielu latach remontów i rearanżacji prezentują się w lubelskim zamku bardzo zachęcająco. No i proszę nie zapomnieć o wspaniałej Kaplicy Trójcy Świętej, która jest częścią trasy zwiedzania. Otwarcie aktualnej wystawy czasowej zbiegło się z początkiem tragicznych wydarzeń za naszą wschodnią granicą. Głównym tematem, który zaprząta naszą uwagę jest nieprawdopodobna agresja Federacji Rosyjskiej. Co jakiś czas pojawiają się w muzeum w Lublinie uciekinierzy z Ukrainy, którzy korzystają z możliwości bezpłatnego wstępu. I jest to choć trochę pokrzepiające. Na spotkanie z twórczością Tamary Łempickiej namawiam, bo na chwilę można przenieść się w świat fantazji, stylu i blichtru przeszłości. W jej biografii nie brakowało trudnych momentów. Tytułowe podróże to też ucieczka Łempickiej przed koszmarem rewolucji w Rosji, czy wyjazd do Stanów Zjednoczonych w obliczu zbliżającej się II wojny światowej. Wizytówką wystawy miała być elegancka „Kobieta w zielonej sukni”, okazało się, że dużo bardziej przemawiają do nas w tej chwili dwa nietypowe dla Łempickiej obrazy, przedstawiające ofiary wojny. Oba można zobaczyć na wystawie w Muzeum Narodowym w Lublinie.

Przemysław Głowacki (artdone)

Tamara Łempicka. Kobieta w podróży / Tamara de Lempicka. A Woman on a Journey – 18.03.2022-14.08.2022 – Muzeum Narodowe w Lublinie, Lublin (recenzja wystawy: post Czy warto pojechać na Tamarę Łempicką do Lublina?)

…………………………

Tamara Łempicka a art déco Tamara de Lemipcka and Art Deco – 17.09.2022-17.12.2022 – Villa la Fleur, Konstancin-Jeziorna (recenzja wystawy: post Czy warto pojechać na Tamarę Łempicką do Konstancina?)

Łempicka – 09.09.2022-12.03.2023 – Muzeum Narodowe w Krakowie, Gmach Główny, Kraków / Cracow (recenzja wystawy: post Czy warto pojechać na Tamarę Łempicką do Krakowa?)